Niestabilna hormonalnie

Są ludzie niestabilni emocjonalnie, u których śmiech i łzy są na tym samym poziomie i mogą pojawia się zarówno wymiennie jak i jednocześnie. Nikogo to nie powinno dziwić, bo tak bywa i wcale siez tym łatwo nie żyje, a już obserwacja tego zdziwienia w oczach pozostałych jest dodatkiem, który tę niestabilność jeszcze pogłębia i już w ogóle nie wiadomo, dlaczego człowiek sie śmieje, gdy wokół raczej smutno.
U niektórych (patrz: ja) dochodzi do tego niestabilność hormonalna. Bo przeważnie ludzie mają normalnie – wydzielają te hormony, których potrzebują i które są adekwatne do danej sytuacji. Ale niektórzy nie wydzielają tak jak powinni czy też wydzielają za mało.
O swoich problemach z oksytocyną  już pisałam. Bardzo to utrudnia kontakty międzyludzkie szczególnie te, które są relacjami bliższymi. Prawie uniemożliwiło mi to poród, ale na szczęście na wszystko są leki, wszystko ma swoją formę podawaną w tabletkach czy kroplówce, więc jakoś mi to pouzupełniali w tamtym szczególnym momencie. Ale dalej przez życie musiałam już sobie iść bez wspomagania, co często nie jest łatwe, bo mnie naprawdę trzeba dużo przytulać, żeby jakakolwiek oksytocyna pojawiła się w organizmie i wywołała potrzebne reakcje.
Do tego wszystkiego dochodzi niedobór  serotoniny. Życie bez hormonu szczęścia nie jest tragiczne, ale łatwe wcale. Ukułam nawet swoje powiedzenie, że „Nieszczęśliwi jesteśmy, szczęśliwi bywamy”, bo tak właśnie czułam przez całe życie. Organizm nieludzkim wysiłkiem był w stanie wstrzyknąć odrobinę szczęścia do mojego jestestwa w chwilach wyjątkowych uniesień (nie chodzi mi o seksualne tylko emocjonalne), ale starczało tego na daną chwilę i potem był totalny zanik. Ale mogłam tak żyć, bo się do tego przyzwyczaiłam i permanentny uśmiech na twarzy mógł być u mnie wynikiem napięcia mięśni a nie euforii rozlewającej się po moim ciele.

4a367406435caf5d8b62249c3896c234

Jednak potem stały się rzeczy złe. W stabilnych warunkach bez tej serotoniny da sie funkcjonować, w warunkach słych – nie. Bo każdy sukces jest ulotną chwilką, a każda porażka rozciąga się na wieki.  Zło pochłania, odbiera sens istnienia, sens życia, działania, apetyt, energię, przykuwa do łóżka … nie pozwala widzieć przyszłości nie pozwala do niej dążyć.

W ten sposób zostałam zdiagnozowana jako osoba depresyjna, a w moim życiu pojawiły się antydepresanty. Cudowne koło ratunkowe pozwalające sie utrzymać na powierzchni życia tym, którzy nie dają rady dokonać tego samodzielnie. Wspomagacze szczęścia zwane inhibitorami zwrotnymi serotoniny, które miały rozciągnąć moje chwile szczęścia do granic możliwości, by zostawić jak najmniej miejsca na ogarniające mnie nieszczęście i beznadzieję.
Najgorsze było pierwszych pięć dni. Zanim organizm przyzwyczaił się do tego, co wprowadzono z zewnątrz, co dodano. Do smutku, zniechęcenia i poczucia beznadziei doszła bezsenność. Trzeciego dnia miałam wrażenie, że dopiero teraz jest źle i zastanawiałam się, czy z tymi lekami jest jak z żydowskim dowcipem o kozie i dopiero jak zaprzestane ich brania, to poczuję prawdziwą ulgę. Ale po pięciu dniach zaczęło się uspokajać i nagle zrobiło się zwyczajnie łatwiej. Łatwiej wstać, pracować, żyć, zajmować sie dzieckiem i wszystkim dookoła. Nie było tak, że smutek nie atakował mnie do głębi, nie było tak, że przeciwności losu mnie nie dotykały. T pigułka mimo całego swojego działania nie jest jednak magiczna. Ale było łatwiej przez to przejść. Porażki nie zatrzymywały na środku ulicy, może delikatnie zwalniały mój bieg, ale pozwalały jednak iść dalej.  Nie chodziło też o to, że po pigułce ogarniała mnie euforia. Jeśli radośnie pojawiała się w sposób naturalny, to pigułka jej nie generowała. Ale pozwalała ją zatrzymać na chwilę… na chwilę dłużej.
serotonina

I teraz najważniejsze – wcale nie byłam wtedy szczęśliwa. Nie bywałam szczęśliwa, bo moje życie mi na to w tamtym okresie nie pozwalało. Ale bywałam za to zadowolona. Potrafiłam docenić chwilę i nawet jeśli one nie opływały mnie uczuciem ciepła w całym ciele, to wywoływały uśmiech na twarzy. Jednak zadowolenie to wciągnie jest szczęście. Tego nie dają żadne leki. Żaden zalew hormonów nie generuje tego sam z siebie. Nie ma się co takich ekscesów spodziewać.
Brałam leki, to pozwalało mi brać się z życiem za bary, zmieniać je i doprowadzać od stanu znośnego. Pani doktor w pewnym momencie zasugerowała, ze już jest ze mną na Tyl dobrze, że mogę zastanowić się nad odstawianiem leków. I to wywołało moją totalną panikę. JAK TO? Tak bez koła ratunkowego na głębokiej wodzie? Przecież utonę! Umrę! Zachłysnę się pierwszą porażką i pójdę na dno! NIE! Nie chcę, nie mogę, nie potrafię… Nikt nie nalegał, nikt nie namawiał. Dostałam zielone światło od lekarza, ale decyzja należała do mnie, bo tylko ja wiedziałam, co w mojej głowie siedzi.

Ale potem doszłam do wniosku, że chyba dam radę. Powoli, powoli przekonałam samą siebie, żeby brać połowę dawki. I skoro nic złego się ze mną nie działo, skoro nadal było w porządku to w końcu podjęłam heroiczną decyzję całkowitego zaprzestania brania leku. Ostatniej recepty nie wykupiłam. Uznałam, że nie potrzebuję koła ratunkowego, że dam radę sama na powierzchni sie utrzymać, że nie pójdę na dno. Do pani doktor poszłam tylko, żeby ja o tym poinformować i zapewnić, że jeśli znowu zacznę się topić, to wrócę.
I potem stało się. O ile leki pozwalały mi na to, by odczuwać zadowolenie, to dalsze moje losy pozwoliły mi odczuwać coś znacznie głębszego.
Szczęście.
I nie chodzi tu o szczęście chwilowe, wynikające z konkretnej sytuacji (tak, seks pomaga). Ale o taką świadomość szczęścia niezależną od tego, co akurat w danej chwili się dzieje. Potrafię iść ulicą, mielić w głowie swoje życie (z tego się nie wyleczę, bo się nie da, jedynie czytanie książki pozwala na chwilowe zaprzestanie tego mielenia) i dojść do wniosku, że tak, jestem szczęśliwa.
I to jest dopiero PRZERAŻAJĄCE.

Reklamy

3 thoughts on “Niestabilna hormonalnie

  1. Dobry tekst. Dziękuję. Szkoda, że w swoim czasie o tej niestabilności nic nie wiedziałem. A swoją drogą, też przez etap pigułek przeszedłem. W moim przypadku też było łatwiej, choć nie udało mi się w tym czasie tak czy siak nic zmienić ani naprawić. Ale za to efekty uboczne były zabawne…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s