SUKCESJA

Łódź jest absolutną i niekwestionowaną królową handlu. Powstają tutaj kolejne markety, dyskonty i supersklepy, które czasem grupują się w stada, jak ma to miejsce chociażby w okolicy skrzyżowania ulic Dąbrowskiego i Kilińskiego, gdzie jeden za drugim jest Lidl i Biedronka, a trzy kroki dalej Kaufland oraz inne sklepy w dawnej zajezdni autobusowej. Z niecierpliwością oczekuję co takiego pojawi się w dawnej zajezdni tramwajowej, która również tam się znajduje, bo jeśli kolejny market (obstawiałabym Tesco lub Carrefour) to będzie to prawdziwy ewenement na skalę światową. Biedni klienci nie wiedzą, czy zdecydować się na zakupy w jednym przybytku, czy może wyruszyć od razu na maraton po wszystkich, żeby sprawdzić, gdzie dzisiaj najtańsze pomarańcze a gdzie najkorzystniej można zakupić masło.
Ale na tym nie koniec, bo przecież w Łodzi są również licznie centra handlowe, w których pod dachem można odwiedzić wszelkie możliwe sklepy i jadłodajnie. Są miłośnicy takich miejsc, którzy potrafią spędzać w nich całe dnie, bo przecież jak nie buty pomierzą, to frytki zjedzą, z ubikacji skorzystają i nawet kupią sobie kołdrę albo płytki na ścianę i podłogę. I żeby to było jedno miejsce, ale gdzież tam. Kiedyś była Galerie Centrum… chociaż nie, wcześniej był Saspol z tradycją spotykania się pod nim w piątkowe i sobotnie wieczory. I zgodnie z łódzką logiką, że jak gdzieś coś się sprawdza, to należy tam szybko postawić jeszcze kilka podobnych przybytków, pojawiła się po przeciwnej stronie Piotrkowskiej ta Galeria Centrum. Saspol niebawem zaczął podupadać, a Galeria Centrum chyba nie zdążyła sie nacieszyć przejęciem klientów, bo powstała Galeria Łódzka. Niby trochę dalej, ale przecież niezbyt daleko i bardziej światowa, błyszcząca, z większą ilością lampek i innych błyskotek. Tam sukces był wielki. Ja trochę byłam przerażona, gdy weszłam tam po raz pierwszy i pilnowałam się, żeby zawsze skręcać w jedną stronę, żeby w gąszczy nie zabłądzić. Ale co ja wtedy wiedziałam o rozmachu w budowaniu tego typu miejsc…
Oczywiście jak Łódź to Manufaktura. Tu bogactwo jest wszelakie. Kiedyś to była fabryka dająca pracę wielu, wielu łodzianom. Dzisiaj jest to centrum – handlowe, które daje pracę pewnej liczbie osób, ale rozrywkę całej ich rzeszy. Zajrzałam tam ostatnio- wiadomo, ferie zimowe, tabuny młodzieży przewalające się przez sklepy i jadłodajnie (nie nazwę tego restauracjami, bo chodzi o te w środku centrum, w których można zjeść szybko i może nawet smacznie, ale przecież nie wykwintnie). Jak jest ciepło, to także rynek tętni życiem. Tam już są prawdziwe restauracje i inne atrakcje z kręgielnią włącznie. Przez lata byłam przekonana, że Manufaktura wysyciła już nasze, łódzkie potrzeby aż nadto i nikt nie wpadnie na pomysł, żeby z nią konkurować.

MANUFAKTURA_001__BRT9181.JPG

I teraz przechodzimy do tytułowej SUKCESJI, bo jakże się myliłam. Powstało bowiem coś jeszcze większego i w założeniu lepszego od Manufaktury, chociaż ja na starcie śmiałam wątpić. Ja wiem, że dla powstania Manufaktury część  starych zabudowań została zachowana, ale znaczna część została też zburzona. Och prawa rynku. Ale Sukcesja to już najdziwaczniejszy przykład rewitalizacji (ja nie będę tutaj się tłumaczyć  użycia tego słowa, bo dociekliwi mogą sami poszukać skąd to moje szastanie określeniem niby nieprzystającym, a jednak uzasadnionym), który polega na całkowitym wyburzeniu i zniszczeniu funkcji pierwotnych i wybudowaniu czegoś zupełnie nowego o funkcjach niepotrzebnych i zbędnych. BO Sukcesja jest w Łodzi zbędna. I tutaj nie potrzebne są obliczenia i analizy, wystarczy prosta wyprawa do tegoż  przybytku i przekonanie sie naoczne. Jest to zbyt wielkie i tej przestrzeni nawet wszyscy mieszkańcy Łodzi nie są w stanie zapełnić, no chyba że przestaliby pracować i uczyć się, tylko zamieszkaliby tutaj, więc byli tu wszyscy zawsze.
Początkowo chciałam zatytułować ten tekst „dla kogo SUKCESJA?”. Bo mam w tej kwestii kilka przemyśleń.
Podstawowym jest ukłon w stronę hipsterów. Ci biedni (emocjolanie, bo przecież nie finansowo) ludzie nie mogli wypić w Łodzi kawy. Naprawdę nie było u nas jedynej kawiarni, w której oni mogą skusić się na ten życiodajny napitek czyli Starbuck’sa… ani jednego. Trzeba było jechać aż do Warszawy, a ze obiecywane połączenie kolejowe w okolicach godziny w jedną stronę jest bardziej marzeniem niż faktem, to wyprawa zakładająca dwie godziny jazdy pociągiem do Warszawy + wyprawę na kawę w stolicy + dwie godziny powrotu była osiągalna jedynie dla najbardziej wytrwałych. Musieli oni radzić sobie jakoś sami. A tutaj powstała SUKCESJA, w której Sturbuck’s jest tuż przy drzwiach i problem rozwiązany.

55d21108e8db2_o,size,933x0,q,70,h,630049

Ale gdy zajrzałam do SUKCESJI osobiście, to przekonałam się, że rozwiązanie zagadki celowości powstania tego miejsca może być zgoła inne. Przecież w kraju coraz lepiej, bogaciej, szczęśliwiej, to pewnie ci, którzy w gorszym okresie wyjechali, by się dorobić, teraz wrócą. I SUKCESJA wychodzi im naprzeciw. Wystarczy dojść do ruchomych schodów by przekonać się, że to centrum powstało dla wracających z Wielkiej Brytanii. Otóż schody ruchome są tam lewostronne. Poważnie mówię. Jeżeli ktokolwiek przyzwyczajony jest prawostronnego ustawienia schodów, gdzie wjeżdża czy zjeżdża się z danego piętra tymi schodami po prawej stronie, to w SUKCESJI spotka go niespodzianka. Tutaj jest bowiem odwrotnie. Już nie będę próbować rozszyfrować słupka na środku schodów, który bardzo utrudnia obowiązkowe przecież wejście na takie schody z dzieckiem za rękę. Pewnie jest głębszy sens takiego rozwiązania, ale dla mnie –nieosiągalny.
Ale powracający z Wielkiej Brytanii, przyzwyczajeni do ruchu lewostronnego i w ten sposób ustawionych schodów, będą zachwyceni. Poza tym oni pewnie nie odkryli jeszcze uroków Manufaktury, wiec SUKCESJA będzie dla nich istnym objawieniem.
I niech wracają jak najszybciej, bo w SUKCESJI pusto. Byłam tam kilka razy … w kinie i za każdym razem mam wrażenie, że to obiekt upadający. A przecież dopiero powstał. Żeby dostać się do kina trzeba się przemieścić przez większość tych poziomów i powierzchni (chyba, że korzysta się z windy, ale czasem mam ochotę sprawdzić, co siew SUKCESJI zmienia). A tam… ludzi jak na lekarstwo. W tym sklepie jeden klient, a tam na sofie siedzi dwóch kolejnych, którzy zajęci są rozmową czy obserwacją jakże urokliwej fontanny. Tu jakiś sklep, tam jakiś sklep, a pomiędzy nimi wiele przestrzeni do zajęcia przez inny, ale właściwie nie wiadomo jaki, bo chyba wszystko już tam jest, a miejsca nadal dostatek.

CH-Sukcesja-02.jpg

Chociaż muszę przyznać, że są niebywałe zalety tego stanu rzeczy, które również powinnam tutaj odnotować.
Przede wszystkim człowiek – no dobra, kobieta, bo mężczyzna sie takimi rzeczami nie przejmuje – nie boi sie usiąść w toalecie w celu… wiadomo w jakim celu. Prawdopodobieństwo, że ktoś siedział tam przed nią jest pewnie takie jak to, że wygra w totolotka. No ja w totolotka nie wygrałam i raczej nie wygram (tym bardziej, ze nie gram), więc mogłam spokojnie usiąść. Poza tym z tego co wiem, to sprzątaczki czyszczą toalety co godzinę. Nawet jeśli kiedyś, ktoś tam siedział, to od tego czasu sprzątaczka jakieś 10 razy toaletę wyczyściła, wiec nie ma obaw.
No i wielkie brawa za toaletę dla rodzica z dzieckiem, dodatkową kabinę, która jest znacznie obszerniejsza i ma w swoim obrębie malutką umywalkę bardzo nisko zawieszoną, przy której każdy maluch może swobodnie umyć ręce.
Kolejnym plusem dla koneserów jest fakt, że prawdopodobnie będą jedynymi klientami w danym sklepie. Na pewno przywita ich przynajmniej dwóch sprzedawców czy dwie sprzedawczynie z nadzieją w oczach i uśmiechem na twarzy, oraz z radosnym „Dzień dobry”. Jednak jak wspomniałam jest to przyjemność dla koneserów, bo pracownicy sklepu szczęśliwi , że w końcu ktoś rozbił nudę ich codzienności, wykorzystają tę sytuację do granic przyzwoitości. Będą towarzyszyć, wspomagać, doradzać. Można sie poczuć jak gwiazda robiąca zakupy w gronie asystentów, ale nie każdy ma taką potrzebę. Ja się czuję obserwowana i trochę prześladowana, a to mi nijak nie pasuje. I nie obwiniam tych pracowników, bo przecież ich życie w tym miejscu musi być bardzo depresyjne i pewnie niejednokrotnie zastanawiali się nad celowością swojego zatrudnienia. Ale za to wszystkie ubrania, buty, torebki, książki poukładane są doskonale na półkach i wieszakach, bo przy tak dużej ilości czasu na wykonanie tego wszystkiego bez przeszkadzający h i przekładających towar klientów, nie mogłoby być inaczej.

I na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie wynikające z tego, ze do Sukcesji chodzę właściwie wyłącznie w celach filmowych, czyli nawet jeśli przejdę przez jeden czy dwa sklepy, to głównym moim celem jest kino. A z niego wychodzę raczej później niż wcześniej, więc mam okazję obserwować jak rozwiązywany jest problem widzów kinowych, którzy z górnej kondygnacji muszą przez całe centrum handlowe przedostać się jakoś do wyjścia. I chociaż nawet w samym kinie szeroko rozpowszechniana jest informacja, że widzowie są uprawnieni do 3-godzinnego darmowego parkowania, to jednak podczas wychodzenia windy nie zatrzymują się jedynie na  kondygnacjach z parkingami, ale jadą na sam dół. Czasem ochroniarze wypuszczają wtedy wyjściem bocznym, małymi drzwiczkami, do których prowadzi jedynie zjazd dla niepełnosprawnych. Wraca wtedy starodawna magia kina, gdy to wchodziło sięna seans po czerwonym dywanie, w świetle i cieple. A po seansie wychodziło się jakimiś drzwiami obok pojemników na śmieci, najlepiej jeszcze w deszczową noc. Ostatnio jednak przejście to było zamknięte. No rozgarnięta jestem i wyruszyłam w podróż, bo zupełnie już pustej SUKCESJI (tych 5 klientów już poszło do domu na noc w trakcie mojego oglądania filmu). Tym razem wychodziło się głównym wyjściem. Schody ruchome i platformy nie działały, ale drzwi otwierały się jak wcześniej. Podróży asystowali ochroniarze.
To nadzwyczajne, że nie rozwiązano tego w jakikolwiek inny sposób, że kino nie ma własnego wyjścia po ostatnich seansach, tylko trzeba wyjść jak się wchodziło przez całe centrum handlowe. Ale może jeszcze coś się zmienia. Bo tam ciągle się niby coś zmienia. Tylko po co?

Reklamy

3 thoughts on “SUKCESJA

  1. W Sukcesji bywam najczęściej jako widz w kinie i jak autorka wpisu odnoszę podobne wrażenie – ogromna, pusta przestrzeń, która dodatkowo powoduje u mnie lęk wysokości gdy stoję przy szklanych barierach.
    Korzystam z ich parkingów i nigdy nie wiem gdzie zostawiłam samochód – brakuje sensownych oznaczeń na nich. Poszczególne sekcje powinny być opisane dla łatwiejszej identyfikacji.
    W Porcie Łódź jest dużo większy parking i tam nie ma takich kłopotów – są czytelne oznaczenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s