Widuję niestety „patriotyczne” gadżety

Ostatnio natrafiłam na tekst, który jest kwintesencja tego, co mnie od dawna fascynuje, co śledzę z niezwykła uwagą i może nie z wypiekami na twarzy, ale z błyskiem w oku.
10 najbardziej absurdalnych gadżetów patriotycznych. Naprawdę patriotyzm można sprowadzić do absurdu, miłość ojczyzny można wyrazić przez gadżety i wszystko to opakować w marketingowy pęd za pieniądzem. Bo inaczej nie potrafię tego określić. Nie jestem w stanie zrozumieć , jak cudowne myśli kołatają się w głowach producentów i sprzedawców, którzy uznają, że to jest doskonały pomysł na biznes. A już w żaden sposób, pomimo wielu godzin starań, nie jestem w stanie ogarnąć procesów myślowych, które zachodzą w głowach tych, którzy takie rzeczy kupują. Ba – noszą to z dumą albo sobie gdzieś naklejają, ustawiają, przypinają. Nic bowiem tak dobrze nie robi, jak symbol patriotyczny na lodówce albo i w toalecie.

We wspomnianym zestawieniu są oczywiście klocki, które mnie już jakiś czas temu zaskoczyły, poruszyły i tutaj nie będę o nich pisać, bo przecież poświęciłam im cały jeden tekst w swoim czasie.
Takie klocki straszne, jak je opisują  było moim katharsis, bo zobaczyć taka zabawkę dla dziecka i nie odreagować, to musi być wielka rzecz. A kupić coś takiego swojemu dziecku i potem bawić się z nim w uśmiechniętych Niemców strzelających do uśmiechniętych partyzantów i vice versa – to już zadanie dla wybitnych twardzieli pozbawionych funkcji myślenia.

A teraz trochę inna historia. Lata temu, gdy  miałam praktyki radiowe, dla odreagowania codziennego przygotowywania wiadomości i zmagania się z nimi i ich okropnościami, postanowiliśmy stworzyć listę najbardziej absurdalnych gadżetów związanych z Łodzią. Tak, to był ten moment, gdy Łódź znana była tylko z mafii, morderstw, dzieci w beczkach i innych jeżących włosy na głowie informacji.
Oczywiście jednym z gadżetów były małe beczułki,  których po otwarciu wyskakiwało dziecko – straszne, wiem. Ale był absurd czystej wody.
Były też takie resoraki-karetki pogotowia z napisem „Łowcy skór”. Jak ktoś nie wiem, o co chodzi, to proponuje poszukać w internecie, bo historia jest niebywała i warta poznania. Gdyby to nie było takie straszne, to byłoby nawet fascynujące i naprawdę uważam, że powinien o tym powstać jakiś dobry film sensacyjny.
Był też gadżet związany ze strzelaniną na łódzkich Juwenaliach, która zakończyła się śmiertelnie, bo zamiast ślepaków czy kulek gumowych użyto ostrych nabojów, a po tych – wiadomo – nie jest tak łatwo posprzątać. Jako efekt i pamiątka tego wydarzenia mogłaby powstać koszulka, bo cóż lepiej niż koszulka trafia do młodzieży?
Koszulka najlepiej biała, bo na takiej doskonale wszystko widać, z nadrukiem imitującym postrzał, zachlapana krwią i napisem „JUWENALIA 2004”. Gdy to wymyślaliśmy to wiedzieliśmy, czuliśmy, że mówimy o tym tylko w swoim własnym gronie. Że jest to gadżet absurdalny. Że nie mógłby powstać z tak wielu powodów, ze nawet nie warto ich wymieniać. Chociażby z uwagi na to, że śmierć nie jest powodem do zabawy, do biznesu i nie można na niej robić pieniędzy. A rodziny tych, którzy ucierpieli albo zginęli, mogłyby i w sumie powinny poczuć się głęboko urażone.
Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka lat temu znalazłam dość podobną koszulkę, która jednak nei do strzelaniny na Juwenaliach się odnosiła, a do Powstania Warszawskiego. Ja nie wiem, czy odległość czasowa pozwala na większą znieczulicę, ale najwyraźniej dokładnie tak jest. Ktoś wymyślił ten absurdalny gadżet i na dyskusji o nim nie skończył, tylko wprowadził to do produkcji. A funkcjonowanie tego dziwa na rynku od kilku lat każe sądzić, ze jest też grona odbiorców. Kupują to i co? Noszą? A może jedynie wieszają sobie na ścianach? Nie wiem, nie znam nikogo kto by się na taką koszulkę skusił i bardzo się z braku takich znajomości cieszę.

koszulka

Są też wszelkiego rodzaju naklejki od tych malutkich, które można sobie na kleić w miejscu dowolnym po te wielkie, na całą ścianę. Ach jak przyjemnie mieć taką Polskę Walczącą nad łóżkiem. Człowiek jak się budzi to ma wrażenie, że jest pod obstrzałem, ze w każdej chwili może spaść na niego bomba. I gdy zda sobie sprawę, że wcale nie, że wojna się kilkadziesiąt lat temu skończyła, to czuje taką ulge, że aż chce mu sie żyć. Tak sobie gdybam, że to pewnie musi tak działać, bo niby skąd mam wiedzieć? I powiedziałabym, że mnie zaskakuje, że można sobie coś takiego przykleić na laptopie czy gdzieś tam, ale przecież tak nie jest. Nie jest tak od chwili, w której zobaczyłam kolesia, który miał wytatuowane (Tak, umieszczone w założeniu na stałe) na swojej piersi dwie rzeczy. Po jednej stronie kotwicę Polski Walczącej. Po drugiej stronie – swastykę.
Wszystko mu sie zgadzało. Nie czuł zgrzytu. To były jego najczystsze wartości, drogowskazy, idee. Chciałabym go zobaczyć w czasie wojny jak próbuje to sobie poukładać w głowie, gdy nie może być po dwóch stronach barykady jednocześnie. Ale teraz może. Bo teraz te symbole dla tych, którzy się nimi najchętniej posługują, nie mają chyba żadnego przesłania. Bo inaczej nie robili by z nich tego, co z nich robią-  Logo, które sobie można walnąć gdzie się komu tylko podoba.
I absolutny hit gadżeciarstwa, który wbił mnie w fotel i nagle zmienił całą perspektywę postrzegania świata – orzełek na tęczy. To stworzył geniusz najwyższej wagi. Że też wszyscy o tym wcześniej nie wiedzieli. Ze też każdy domorosły „patriota” nie posiada takiego w domu na lodówce  i nie patrzy na niego codziennie (na lodówce, bo to magnes –  doskonały nośnik patriotyzmu). Przecież rok rocznie się zmagaliśmy jako Polacy z problemem tęczy, która płonęła na 11 listopada. A próby spalenia jej bywały też niezależnie od tej daty. Przeszkadzała, uwierała, psuła coś w głowach tych, którzy ją podpalali. A to wystarczyła drobna zmiana, która by wszystkich pogodziła – wystarczyło na szczycie tej tęczy umieścić orła i byłaby to prawdziwa tęcza patriotyczna. I w sumie tutaj jestem zupełnie poważna – nikomu by ten orzeł na szczycie przecież nie przeszkadzał, a jeśli by to pogodziło CAŁY NARÓD, to jakiż to koszt? Ale teraz nie ma jużci gdybać. Nie ma sprawy. Za to tęczowy orzeł jest.
orzeł

I jeszcze ta fasola z orzełkiem. Niczym Matka Boska ukazująca się na szybie czy tez Jezus na toście. Patriotyczna fasola. Tylko z niej prawdziwa, polska zupa fasolowa. Chociaż w sumie jakby się temu wizerunkowi przyjrzeć, to równie dobrze może być to struś. A z drugiej strony może być to anioł. Ale skoro wybitni znawcy mówią, że orzeł, to nie ma wątpliwości, że tak jest. Fasola, na której orzeł się objawia musi być wspaniała, zdrowa, wyborna i doskonała do przyrządzenia każdej potrawy. Zupełnie inaczej niż fasole pozostałe. A jak też wiadomo – fasola jest wiatropędna. Jednak to nie jest zwykły Jaś, to nie jest jakaś przeciętna fasola perłowa to nawet nie fasola nakrapiana, to najprawdziwsza fasola patriotyczne i po niej nie pierdzi się (tak, użyjmy tego słowa) w zwyczajny sposób. Po niej wypierduje się w sposób naprawdę doniosły „Mazurką Dąbrowskiego”.

fasola.JPG

I już naprawdę nie będę się dalej zagłębiać w to, jak zakutym łbem trzeba być, żeby sobie kupić bluzę a’la zbroję czy termiczną koszulkę husarii (nosili takie, a jakże, każdy szanujący się husarz miał taka koszulkę pod zbroją i bez niej na wojnę nie jechał). Nie będą analizować tego jak na dobry sen wpływa spanie w pościeli  z Żołnierzami Wyklętymi . To są naprawdę wszystko rzeczy, które nie powinny istnieć. Bo jeśli chcemy uszanować tamtych ludzi i tamten czas, to chyba inteligentny człowiek znalazłby dużo więcej sposobów. Kilka filmów dokumentalnych, trochę książek, zdjęć i naprawdę da radę to zrobić. A nade wszystko szanowanie własnej ojczyzny to nieopluwanie jej i jej historii. Ale tego od ludzików z tęczowym orłem na lodówce czy Polską Walczącą na laptopie amerykańskiej korporacji, na próżno oczekiwać.

Advertisements

6 thoughts on “Widuję niestety „patriotyczne” gadżety

  1. Orzełek na tle tęczy i zakrwawiona koszulka to rzeczywiście przesada. Ale koszulka termoaktywna zbroja husarska czy rycerska, co w tym niby takiego co mogłoby komukolwiek przeszkadzać? Motyw jak motyw. Jak koszulki np z superbohaterami. Może nie każdemu się podobać ale tu już jest to kwestia gustu. Równie dobrze mogłabym rozpisać tekst na temat wyższości lodów czekoladowych nad waniliowymi, twierdzac że waniliowe w ogóle nie powinny być produkowane.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s