Teatralne cudzołóstwo

Jestem łasa na teatr. Apetyt mi w dodatku rośnie w miarę jedzenia i nie potrafię się powstrzymać przed kolejną porcją. Dlatego, gdy pojawił się w mojej skrzynce mail z Teatru ARLEKIN z zaproszeniem na wyjątkowe pokazy plastycznego thrillera erotycznego „Szóste cudzołóż”, to się nawet za szczególnie nie zastanawiałam, tylko od razu postanowiłam iść. I może poczułam trochę, ze to zdrada mojego ukochanego Teatru Studyjnego, cudzołóstwo takie. Ale chyba świat teatru mi taką zdradę wybaczy, a nade wszystko ja wybaczę ją sobie.

Naprawdę  nie martwiło mnie to, że w końcu jak teatr ARLEKIN, to pewnie lalki i to w ogóle teatr dla dzieci. Bo przecież wiem, że nie. Ewentualność innych form wyrazu niż jedynie sztuka aktorska – takich jak lalki, tylko zaostrzała mój apetyt. A potem pojawił się początek, który mnie trochę zmroził. Znaczy najbardziej mnie zmroził kostium sceniczny aktorki, który nie wiem, czy miał być bardziej SM czy miała przywodzić na myśl coś, co jest dalekie od moich skojarzeń. Poczułam się zaniepokojona i ponownie pojawiła się w mojej głowie myśl, że podczas braku mojej obecności w teatrze jako takim wydarzyło się w sztuce teatralnej coś, co zupełnie pozbawi mnie czerpania radości ze spektakli, bo nijak nie ogarnę chwytów wykorzystywanych na scenie.

1

Ale na szczęście szybko okazało się, że to jedyny element, którego nie rozumiem i reszta jest dla mnie w całości przyswajalna. Wielki kręgiel na środku sceny wkrótce objawił mi się jako doskonała przestrzeń do ukrywania treści tajemniczych a nade wszystko jako płaszczyzna dla teatru cieni, który doskonale wpisywał się w treść przedstawienia i nadawał mu lekkości i polotu. Erotyka była tutaj grą tyleż bolesną co zabawną. Pragnienie, smutek, strach, radość, pożądanie, lęk… wszystko na raz lub po kolei. W proporcjach jak najwłaściwszych. Elementy symboliczne i proste przekazy. Każdy widz wyczyta sobie tyle, ile pozwoli mu doświadczenie życiowe i kulturowe. Nawet na tym najprostszym poziomie jest interesująco. Jak się poskrobie skorupę teatralną mocniej, to można znaleźć jeszcze kilka dodatkowych smaczków.

No dobra- nie jest to Gretkowska. Co najwyżej Pietucha. Nie jest to erotyka poetycka, subtelna choć mięsista, ale jest to erotyka niebezpośrednia i absolutnie nie wulgarna.  Ogólnie dla kogoś, kto potrafi mieć dystans do spraw seksu i erotyki, jest to doskonała zabawa. I może zakończenie tej sztuki nie napawa optymizmem. Powiedziałabym nawet, że jest okrutnie pesymistyczne, to przecież w przebiegu wydarzeń pojawiają się te lżejsze fragmenty. Niejednokrotnie sie zaśmiałam i nie byłam jedyną śmiejącą się wśród publiczności (nie, żeby mi taka ewentualność przeszkadzała w wyrażaniu tego typu emocji, ale fakt jest faktem).

2

A do tego wszystkiego jeszcze dochodzi ciekawie stosowana warstwa dźwiękowa i bardzo dobrze przemyślane światło. I nie chodzi tylko o teatr cieni, ale o ujawnianie i ukrywanie światłem elementów spektaklu.
Może „Szóste cudzołóż” to nie jest jakieś objawienie, ale jest to na pewno dobrze spędzony czas.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s