Cena chińskiego rozkwitu

To nie jest tak, że mnie nie oburzają warunki, w jakich trzymane są zwierzęta (bo czasem mi się  to zarzuca, gdy porównuje to do tematu tego wpisu). Psy z łańcuchami tak długo na swoich szyjach, że te łańcuchy stały się integralną częścią psów wrastając w ich ciało. Koty w klatkach tak ciasnych, że trudno uwierzyć, że nawet te wyjątkowo gibkie zwierzęta, dają radę tam przetrwać. Ale też kury w klatkach wielkości kartki A4, które w życiu nie widziały słońca ani trawy, a ze stresu wyskubują sobie wszystkie pióra, przez co wyglądają jak po chemioterapii. Jajka od tych kur są pewnie równie zdrowe jak dziecko, które urodziłaby kobieta, która przez całą ciążę była zamknięta w pomieszczeniu i wymiarze metra na metr. Czytaj dalej

Tyko w Polsce jest Polska

Tytuł wpisu zaczerpnęła ze sztuki Masłowskiej, a dokładniej z mojego ulubionego monologu tej sztuki, który właściwie znam na pamięć. Bo to właśnie w „Między nami dobrze jest” znajduje się najciekawsze i najprostsza krytyka naszego kraju:

„Każdy wie, że Polska głupi kraj, biedny i brzydki. Architektura brzydka, pogoda ciemna, temperatura zimna, nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. W telewizji złe programy, dowcipy niedowcipne, prezydent wygląda jak kartofel, a premier jak kabaczek. Premier wygląda jak kabaczek, a prezydent jak premier. We Francji jest Francja, w Ameryce Ameryka, w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy, a tylko w Polsce jest Polska”. Czytaj dalej

Kobieta, której na imię namiętność. Kobieta, której na imię władza.

„Maria Stuart” była ostatnim spektaklem granym w ramach Festiwalu Szkół Teatralnych w tym roku. A mnie było totalnie wstyd, ze wcześniej tego nie widziałam. Słyszałam wiele dobrego, kilka osób mnie zachęcało, ale mnie się jakoś nie złożyło. Tak wstyd wielki. I właściwie na ostatniej prostej, gdy już byłam pod teatrem dowiedziałam się, że może mnie to ominąć. Liczba chętnych bowiem przekraczała możliwości małej Sali Teatru Studyjnego, na której ten spektakl grano już przy pierwszym pokazie i wszystko wskazywało na to, ze przy drugim będzie podobnie. Jednak dzięki dobrym, życzliwym ludziom udało mi się trafić na salę. Na całe szczęście. Bo bez tego moja obecność na całym festiwalu byłaby zupełnie niepełna. Czytaj dalej

Tylko tyle i aż tyle – DOGVILLE

Na „Dogville” szłam z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze sztuka według von Triera była jedyną w historii moich pobytów w teatrze, z której wyszłam. Dwa lata temu na Festiwalu Szkół Teatralnych po antrakcie nie wróciłam na „Królestwo”. No nie dałam rady tego znieść i właściwie nie wiedziałam w imię czego miałabym to robić. A z drugiej strony von Trier mnie intryguje i pociąga, a Dogville zwyczajnie lubię, chociaż w przypadku tej historii mówienie o lubieniu jest chyba dość kontrowersyjne. W każdym razie postanowiłam sztuce według tekstu von Triera dać szanse. I nie żałuję. Czytaj dalej

Warszawa jednego aktora

Często w trakcie trwania Festiwalu Szkół Teatralnych mam taką myśl, żeby rzucić prace – obie, żeby porzucić własne dziecko i zamieszkać w teatrze. Tylko w ten sposób mogłaby obejrzeć absolutnie wszystko i mieć pełen ogląd tego, jak wyglądają poczynania aktorskie poszczególnych szkół. Niestety dziecka porzucić się nie da i przecież w głębi duszy tego nie chcę. Z porzuceniem tych prac też nie jest tak łatwo, bo festiwalowy tydzień się skończy, a rachunki nie przestaną przychodzić. Dlatego analizuje program festiwalowy i staram się znaleźć takie spektakle, które będę mogła obejrzeć bez wyrzutów sumienia. Staram się każdej z czterech szkół dać szansę i w ten oto sposób w tym roku wytypowałam dwa spektakle Akademii Teatralnej w Warszawie. Czytaj dalej

ORLANDO – Natychmiast położyć temu kres

W filmie najważniejsze są pierwsze trzy minuty. To one są znaczące, rzutujące i wyrabiające opinię o całości dzieła. Nauczył mnie tego w sposób bardzo twórczy pewien wykładowca na studiach, który do znudzenia przewijał film do początku po wejściu każdego spóźnionego na projekcję studenta, by nikt tych pierwszych trzech minut nie przegapił. W spektaklu teatralnym jest chyba podobnie. To, jak się ów spektakl zaczyna, wyznacza stylistykę całości i potem może być już tylko BARDZIEJ ale zdecydowanie nie INACZEJ. Czytaj dalej

D jak DYJAK

Byłam niedawno na koncercie Marka Dyjaka. Nie spodziewałam się tego, co się ze mną tam stało. Ale to dobrze. Kilka piosenek. Kilkadziesiąt minut muzyki i takie katharsis, jakiego już dawno nie przeżyłam i jakie każdemu od czasu do czasu się należy. Nie było łatwo… wysiedzieć, wyjść, przetrwać. I w sumie nie wiem, dlaczego dopiero teraz o tym piszę, ale jedynie się domyślam. Musiałam przetrawić i dojrzeć do tego, żeby cokolwiek napisać. Czytaj dalej