Tylko tyle i aż tyle – DOGVILLE

Na „Dogville” szłam z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze sztuka według von Triera była jedyną w historii moich pobytów w teatrze, z której wyszłam. Dwa lata temu na Festiwalu Szkół Teatralnych po antrakcie nie wróciłam na „Królestwo”. No nie dałam rady tego znieść i właściwie nie wiedziałam w imię czego miałabym to robić. A z drugiej strony von Trier mnie intryguje i pociąga, a Dogville zwyczajnie lubię, chociaż w przypadku tej historii mówienie o lubieniu jest chyba dość kontrowersyjne. W każdym razie postanowiłam sztuce według tekstu von Triera dać szanse. I nie żałuję.

Kto nie zna historii Grace w Dogville, ten koniecznie powinien ją poznać. A jeśli miałby szanse poznać ją w wykonaniu studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie – tym lepiej dla niego. Ten trudny tekst o moralności i wykorzystywaniu władzy, młodzi ludzie opracowali tak doskonale, że dwie i pół godziny spektaklu granego bez przerwy minęło mi nad wyraz szybko. I całe szczęście, że nie było żadnej przerwy, bo budowanie emocji, stopniowanie ich, rozwijanie i doprowadzanie do skrajności dzięki temu udało się fenomenalnie.

Aktorzy grali odważnie, grali brawurowo. Nie było żadnej taryfy ulgowej. Kolejne etapy poniżania i wykorzystywania Grace następowały po sobie subtelnie, przesuwając te niewidzialną linię między przyjmowanie a braniem i milimetry za każdym razem, aż do samej granicy.
Tu musze wspomnieć o Pandorze zagranej przez Weronikę Bartold, małej psychotycznej dziewczynce o takim wyrazie twarzy, że w każdym wywoływała natychmiastową chęć zniknięcia z zasięgu jej wzroku. Chwilami przypominała mi Aleksandrę Przybył, która w sztuce  „Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawiona przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade” także stworzyła niebywałą rolę bez słów, a za pomocą spojrzeń, gestów i zachowań. Tutaj miałam przykład podobny. Byłam gotowa uwierzyć, że to słodkie dziewczęcie w białych podkolanówkach jest zdolne kogoś zabić.
DOGVILLE-6
fot. Bartek Barczyk

Inni aktorzy też pozwalali mi uwierzyć, że to co oglądam, właśnie się dzieje. Zero sztuczności, zero udawania. Ja byłam w Dogville i widziałam to na własne oczy. I tylko resztki rozsądku powstrzymywały mnie przed tym, żeby ruszyć na pomoc Grace.

Dodatkowe wrażenie wywoływał wiszący u góry krzyż, niczym na Sali sejmowej (tak mi sie skojarzyło, właśnie nie z kościołem a z salą sejmową). Podświetlany w niektórych momentach. Niezależnie od tego, jak niewiele wspólnego z moralnością miały wypadki na scenie, on wisiał niezmiennie nad wszystkich i by symbolem czegoś, czego wokół w ogóle nie było.

I nawet jeśli ktoś nie znał fabuły, jeśli ktoś nie wiedział jak to się dalej potoczy, to czuło się napięcie, które musiało odprowadzić do sytuacji ostatecznych. Zbyt wielu mężczyzn, którzy mieli władze nad kobietą. Wiadomo było, ż będą chcieli ją upodlić ostatecznie. Wiadomo było, że dojdzie do gwałtu.
Zastanawiałam się jak daleko ci młodzi ludzie się posuną, jak wiele z siebie dadzą i jak dosłowny będzie gwałt. Bo akurat w tej historii dosłowność nie jest zarzutem, na pewnym etapie tej sztuki dosłowność jest już tylko zaletą. I dwie sceny gwałtu to udowodniły. Proste, brutalne, ale nieprzesadzone. Wyważone wręcz idealnie.

DOGVILLE-8
fot. Bartek Barczyk

I w tym wszystkim cudowna Grace grana przez Karolinę Kuklińską.  Była subtelna i przejmująca. Nawet milcząca wyrażała tak wiele, dotykała głębi przeżywania. Zbudowała postać kobiety dumnej  z wychowania, która potrafi tę dumę schować głęboko w sobie, zdobyć się na olbrzymią dawkę pokory. Pokory wobec życia, sytuacji i innych ludzi. Pozwalającej sobie na tak wiele wyrzeczeń w imię hipotetycznej przyjaźni czy chociażby akceptacji. I wszystko tak drobnymi gestami, mimika i spojrzeniem tak delikatnymi, że trudno uwierzyć iż tyle emocji może sie kryć w tak ulotnych elementach. Mistrzostwo panowania nad ciałem i widzem.
Jak się to wszystko  skończyło i zgasło światło, to zdałam sobie sprawę z tego, że nie wiem jak wrócić do rzeczywistości. Nie wiem jak wyjść tak po prostu z teatru i dać sobie radę z tym wieczorem. Tak wiele myśli w mej głowie pozostało, tak wiele nieuspokojonych emocji kłębiło się we mnie jeszcze długo. Takie przeżycie polecam każdemu niezależnie od tego, czy w ogóle potrafi znaleźć przyjemność w teatrze czy nie (co właściwie trudno mi sobie wyobrazić). To nie był tylko teatr. To był TEATR.

DOGVILLE-16
fot. Bartek Barczyk

Ja jestem tym spektaklem szczerze zachwycona. Jestem totalnie i absolutnie zachwycona Karoliną Kuklińską, I może to przesada, ale mam prawo do własnej przesady: Uważam, że z tego, co ci młodzi ludzie zrobili na scenie Lars von Trier mógłby być dumny.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s