Życie w kredycie

Postanowiłam sobie przeczytać książkę Agnieszki Zydroń „Życie na kredycie”. Ktoś mógłby powiedzieć: Rychło w czas, gdyż sama od roku spłacam kredyt mieszkaniowy i właściwie wszystko, co powinnam wiedzieć o kredycie to powinnam wiedzieć o nim rok temu, a nie teraz. Ale prawdę mówiąc książka nie jest dla mnie w żadne sposób odkrywcza i nie dowiedziałam Sieniczno, czego nie wiedziałabym wtedy, gdy postanowiłam sobie zrobić tak obłędny prezent na dzień dziecka (tak, właśnie na 1.06), który starczy mi na kilkadziesiąt lat.
Jednak czasem w tym tekście znajdę takie zdanie, które potwierdza mi dobitnie to co wiem czy tam sobie myślę. I nade wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że kredyt na kupno mieszkania to jedyny naprawdę sensowny kredyt.
Nigdy w życiu nie kupiłam niczego, na co jeszcze nie zarobiłam. Naprawdę. Żadnych rat, nic. Kupowałam za żywą gotówkę. Jednak kupno mieszkania zdecydowanie mnie przerosło… No może mogłabym na to mieszkanie zbierać kilkadziesiąt lat i kupić za gotówkę, ale… gdzie ja bym mieszkała przez ten czas? I co to za radość „być u siebie” dopiero w wieku lat 60? Zdecydowałam, że dam radę. I wszystko robiłam bardzo świadomie i licząc się z konsekwencjami. Ja wiem, ze to jednak zdzierstwo, że się spłaca dużo więcej niż się bierze. Ale przecież za 20… 30 lat obecne 500zł nie będzie tym samym, więc może nie będzie tak źle. Cyrograf na długie lata, odpowiedzialność na długie lata. Ale wcześniej miałam dziecko, które też jest wielką odpowiedzialnością kosztuje niemałe pieniądze, więc wiem coś o poważnych zobowiązaniach.
No właśnie.

Kredyty

Świadomość swojego czynu przyświecała mnie i przyświeca książce. Bo wszystko jest ok, gdy te decyzje kredytowe są przemyślane. Ja musiałam przejść całą procedurę. Udowodnić, że jestem wiarygodna dla banku i w ten sposób pozwolić się trochę sprawdzić, czy rokuję spłacanie.  A potem NAPRAWDĘ czytałam co podpisuję. Wprawdzie żartowałam sobie, że nadal nie wiem, gdzie jest paragraf o tym , że w razie czego sprzedam nawet nerkę, ale doskonale wiedziałam, ze ani takiego ani innego niewiarygodnego paragrafu tam nie ma.
Bo tak – kredyt to nierówna walka. Z jednej strony jest przeciętny obywatel z przeciętną wiedzą (lub z wiedzą grubo poniżej przeciętnej, ale o tym potem), a z drugiej strony jest bank i zastępy specjalistów.
Czy wiemy, na co sie decydujemy?
Może dobrym pomysłem byłoby robienie testów dojrzałości psychicznej osobom deklarującym chęć zaciągnięcia dużych zobowiązań finansowych?
Na to nie wpadłam, ale testy na inteligencję były absolutnie moim pomysłem. Stało się to wtedy, gdy pojawiło się zawirowanie z kredytami we frankach. Nagle kredytobiorcy zaczęli coś przebąkiwać, ze oni nie wiedzieli, że te raty kredytu mogą tak wzrosnąć, bo nie mieli pojęcia o wahaniach kursu. Normalnie mną zatrzęsło. Dorośli, pełnosprawni psychicznie ludzie nie wiedzieli, ze zmieniają się kursy waluty? Że następuje czasem ich gwałtowny wzrost albo gwałtowny spadek?
NO skoro tak, to testy sprawdzające inteligencję i jakąś podstawową wiedze o świecie finansów powinny być obowiązkowe, a w przypadku niezaliczenia – ubezwłasnowolnienie kredytowe. Możliwość wzięcia kredyty tylko przy żyrowaniu go przez kogoś, kto takie testy zaliczył.
Chociaż obawiam się, ze ci ludzie jedynie debili grają w przypadku warunków dla nich niekorzystnych. BO w chwili, w której kredyt brali na kwotę znacznie wyższa niż inni w złotówkach, to wszystko im pasowało i raty kredytu tez. W ogóle ich nie zastanowiło, że skoro nie maja zdolności kredytowej na daną kwotę w złotówkach, to nagle we frankach ją mają. Abrakadabra. Cud jakiś niewiarygodny bankowości elastycznej. I spłacając niższe raty niż ci, którzy zgodnie ze świętą zasadą kredytową, by KREDYT BRAĆ W WALUCIE, W KTÓREJ SIĘ ZARABIA, płacili raty wyższe, wyśmiewali się z nich jak to dali się wykorzystać. A jak się sytuacja odwróciła to co? Nagle wszyscy mamy przeprosić frankowiczów, ze zrobili wielka głupotę? No przepraszam, ale ja im ani tego kredytu nie polecałam, ani nie żyrowałam i skoro oni nie ponoszą kosztów kredytu mojego, to nie widzę ŻADNEGO powodu, dla którego ja mam koszty ich kredytu ponieść. To jest taki rodzaj zobowiązania, które się ponosi na własną odpowiedzialność.Bardzo mi przykro, ale kredyty w obcych walutach to trochę jak spekulacje giełdowe.  Jak gra w totolotka czy wejście do kasyna. Duże ryzyko, które może przynieść duży zysk. Ale też wielką stratę.

kredyty2

Inną kwestią jest oszukaństwo banków i tym się rządzący zająć powinni. I to banki powinny odpowiadać za wprowadzenie klientów w błąd, bo przecież nikt poza nimi wielkiego zysku z tego nie ma.
Nikt nie daje nam pieniędzy za darmo, a pożyczanie pieniędzy to dobrze przemyślany biznes.
I biorąc jakiekolwiek pieniądze od kogokolwiek należy mieć tego … ŚWIADOMOŚĆ. Bank na nas zarabia, a firmy pożyczkowe zarabiają na nas jeszcze lepiej. Kusząc łatwością dostępu do pieniędzy pomijają cenę tej łatwości. Im łatwiej pieniądze wziąć – tym trudniej je spłacić. Wspomniana przeze mnie procedura kredytowa coś tam weryfikuje. Firmy pożyczkowe niesprawdzające wiarygodności pożyczającego każą mu za to „zaufanie” sporo płacić. Ile? Oprocentowanie pożyczek 70%… 100%… 400%… to nie są bagatelne sumy. Należałoby to przeliczyć. Przecież w ten sposób pożyczając 100 zł musimy spłacić 400 zł. A skoro nie mieliśmy tych 100 zł, to jakie jest prawdopodobieństwo, że 400 mieć będziemy?
I te wszechobecne ulotki reklamujące szybkie pożyczki, pożyczki ekspresowe, pożyczki natychmiastowe. Łatwo przyszło, łatwo poszło, spłacamy do końca życia.
JA znam przykłady ludzi, którzy wzięli trochę, niewiele, bo nagle coś się stało – choroba, operacja, nagła potrzeba. 5 tysięcy złotych to nie jest majątek, to nie są pieniądze, które raz pożyczone powinny ciążyć na nas do końca życia lub nam to życie zniszczyć. A jednak. Wystarczy, ze taka pożyczka jest oprocentowana jedyne 10% ale w skali miesiąca. To daje 500 zł odsetek miesiąc w miesiąc. A to często przekracza wolne środki osoby pożyczającej. No bo ktoś, kto nagle tych 5 tysięcy pożyczyć musi, to raczej nie jest ktoś, kto ma regularne nadwyżki.
Przypadek, który ja znam, skończył się długiem w wysokości 200 tysięcy złotych. I licytacją mieszkania. To nie jest coś strasznego, to jest DRAMAT.
A takie pożyczki brać coraz łatwiej, bo już nie tylko pośrednicy przychodzą do domu, żeby nam tę gotówkę przynieść(a potem regularnie przychodzą, żeby kolejne porcje gotówki odebrać), ale POŻYCZKOMATY – lichwiarskie ścierwo staje w różnych miejscach w różnych miastach i kuszą… kuszą… kuszą… Tuż obok bankomatów. Jak nie możesz pobrać z konta, to wystarczy pobrać z pożyczkomatu i po sprawie.

fe8bfc1b99c9ede76699e9aaec65452f_M

Są różne powody pożyczania pieniędzy, brania kredytów. Jedne są poważne i osoby podejmujące takie zobowiązanie finansowe wiedzą co robią. Inne są walką o przetrwanie, utrzymanie się na powierzchni- gdy na rachunki brakuje albo nie ma co do gara włożyć.
Zawsze zyskuje na tym najwięcej nie ten pożyczający tylko ten, który pożycza.
Boli mnie, że wielu na tym żeruje. Na podstawowych potrzebach ludzkich, wykorzystując ludzi i ich sytuację.
Mnie nikt raczej nie wykorzystał. Po roku spłacania muszę stwierdzić, że jest lepiej niż się spodziewałam. Straszona kredytami sądziłam , że moje życie będzie teraz wyznaczone rytmem rat. Nie jest. Spłacam to zobowiązanie jak każde inne- rachunek za prąd czy gaz.
Ale wiem,  że wielu jest takich, którzy żyją po to, żeby płacić. A to już z życiem nie mam wiele wspólnego. To ma wiele wspólnego z niewolnictwem.

_ _ _ _ _ _ _
Cytaty (kursywą) zaczerpnięte z książki Agnieszki Zydroń „Życie na kredycie. Jak uniknąć pułapki kredytowej”, IPS spółka z o.o., Warszawa 2011

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s