Czy ktoś jeszcze wierzy w świecką szkołę?

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej
Rozdział II
WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA
Art. 53.

1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.
2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.
4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

Moja podróż wraz z córką przez edukację pozbawioną lekcji religii zaczęła się w przedszkolu. Gdyby to były zajęcia z religii ogólnej a nie tresowanie dziecka do religii jedynie słusznej, to może na jakimś etapie bym to rozważyła. W zaistniałych w naszym kraju warunkach w ogóle nie zamierzam tego rozważać. A już najmniej miałam na to ochotę zapisując dziecko w wieku lat 3 do przedszkola. Gdy padło pytanie: „Czy córka będzie chodziła na religię?” natychmiast wypowiedziałam: „Znaczy co? Będą 3-latki uczyć o ukrzyżowaniu Jezuska?”
Z uwagi na fakt, że tego sobie zupełnie nie wyobrażałam i jakoś w ogóle nauczanie religii w tym wieku nie wydawało mi się sensowne- odpuściłam. Zupełnie i całkowicie. Pozostawiłam decyzje córce. Uznałam ,ze jeśli dziecko pójdzie na te zajęcia i jakoś jej się to spodoba, to zostanie.
Nie spodobało się.
Nie wiem, czy by o to wynikiem braku sympatii do pani zajęcia prowadzące czy brakiem zainteresowania wykładanymi treściami – córka chodzenia na religie odmówiła.

Następne lata niczego nie zmieniły. Gdzieś tam pojawiła się wizyta w kościele, gdzieś się pojawiła rozmowa o chrześcijaństwie. Pojawiła się też rozmowa o judaizmie i islamie. Były dyskusje o tym, w co wierzą ludzie w różnych rejonach świata, czy wiara jest potrzebna, w co wierzę ja i dlaczego do kościoła nie chodzę. Na tyle, na ile mogła różne aspekty zrozumieć, na tyle jej je wyjaśniałam.
12592379_10154208579352491_4178929120772851106_n

Przed pójściem do szkoły było podejmowanie decyzji o tym, czy religia czy etyka, a może żadne. Wyjaśniłam co będzie na etyce, bo tematykę zajęć z religii już znała i stwierdziła, że tak. Na etykę chce chodzić. Z czystym sumieniem dziecko na etykę zapisałam w czerwcu i czekałam na wrzesień.

Oczywiście po zapoznaniu się z planem lekcji na cały rok dowiedziałam się, że lekcje religii w tygodniu są dwie. W tym jedna w środku zajęć poniedziałkowych. Póki co nie wiadomo co z etyką, ale za to w piątek religia jest na ostatniej lekcji, więc sobie mogę córkę ze szkoły wcześniej odbierać. No i to by było na tyle. W poniedziałek to sobie może albo z innymi chodzić na religię, na którą ani ona chodzić nie chce ani ja w tym interesu żadnego nie mam, albo może udawać się na świetlice w celu  przeczekania. Jeśli komuś wydaje się to doskonałym rozwiązaniem na 45 minut z życia 6-latki, to szczerze takiemu komuś współczuję.
Na szczęście dość szybko pojawiły się jednak zajęcia z etyki, które moja córka odbywała indywidualnie. Wielu rodziców w podobnej sytuacji zaczyna się obawiać o dziecko, że będzie się czuło jakoś wyobcowane. JA tego problemu nie miałam. Moja córka poczuła sie wyjątkowa. Jak często bowiem chodząc do publicznej placówki edukacji można liczyć na zajęcia indywidualne?

Interesując się przebiegiem kolejnych zajęć byłam bardzo z nich zadowolona. Nie wiem czy i w jakim wymiarze w podstawie szkolnej jest edukacja obywatelska/patriotyczna czy jak ją tam zwał, która polega na zapoznaniu dziecka z flagą, godłem, hymnem i tym wszystkim, co o tożsamości danej społeczności jakoś tam świadczy. Moja córka wszystko to miała na etyce.
A gdy pewnego razu z powodu nieobecności pani od etyki musiała uczestniczyć w lekcji religii, to przyszła do domu bardzo niezadowolona. Oznajmiła, że niezależnie od tego czy etyka będzie czy nie ona na religię chodzić nie chce, a w ogóle etyka jest bez porównania dużo ciekawsza od religii.
I radość tym mi wielką uczyniła, bo przynajmniej wiedziałam, że po raz kolejny mój wybór jest jej wyborem i jej wybór jest wyborem moim, a ze wspólnie podjętej decyzji obie jesteśmy jednakowo zadowolone.
Religia-w-szkołach-Mleczko
Czy zawsze było miło, prosto i przyjemnie.
ZUPEŁNIE NIE.
Takie tam rekolekcje zagwarantowały mi stosy wiadomości o tym, kiedy jakie zbiórki, kiedy jakie zajęcia rekolekcyjne w kościele a jakie w szkole. Ale dopiero gdy się upomniałam jasno i klarownie o informację dla tych, którzy akurat z rekolekcji nijak korzystać nie będą, to sie dowiedziałam, że właściwie to nie wiadomo co z nimi i czy ja mogę sobie córkę w domu zatrzymać czy może chcę ją przetrzymać na świetlicy?
Po raz kolejny okazało się, że jedyną propozycją dla niewierzących czy wyznających inną religię poza katolicyzmem jest przechowywanie na świetlicy.

Jednak apogeum nastąpiło przy odbieraniu świadectwa szkolnego.
Okazało się bowiem, że chociaż moja córka przez cały rok na etykę chodziła i od miesiąca ma już wystawioną z tejże etyki 5, to na świadectwie szkolnym w miejscu religia/etyka ma wpisane „nie uczęszczała.
Dopiero moja interwencja (widocznie taki mój los i oby pierwsza klasa była rozbiegówką, po której już nie będę musiała tak wszystkiego w tej kwestii dopilnowywać) wyjaśniła, że był to jedynie błąd, a nie decyzja odgórna, że albo się chodzi na religię albo wszyscy udają, że się nie chodzi na zajęcia w ogóle.
Pani przyznała, że moja córka jest PIERWSZĄ osobą w jej karierze nauczycielskiej (a nie jest to nauczycielka tuż po studiach), która chodzi na etykę. Stąd błąd czy też niedopatrzenia.
Dzisiaj dostałam wiadomość, że świadectwo poprawione mam do odebrania w szkole. Stare mam oddać.

27836_religia

Z tej perspektywy to już naprawdę krzyż z ukrzyżowanym Jezusem w każdej klasie tuż obok godła Polski nie robi chyba na mnie wrażenia.
Żeby w świeckiej szkole być traktowanym w świecki sposób, trzeba się nieźle nagimnastykować. Na szczęście nie chodzi tutaj o klęczenie i leżenie krzyżem.

Reklamy

4 thoughts on “Czy ktoś jeszcze wierzy w świecką szkołę?

  1. Stan rzeczy frustrujący; dodajmy, że temat religii ciągnie się jeszcze przez liceum,
    założenie jest takie, że wszyscy chodzą, ale można się wypisać, gdy tymczasem
    założenie powinno być dokładnie odwrotnie: kto chce, może się ZAPISAĆ.
    Osobną sprawą jest to, czy szkoła jest miejscem właściwym dla nauk i praktyk
    religijnych, z drugiej jednak strony, może przynajmniej dzięki temu nie wymknie się
    to spod kontroli – przy skrajnych absurdach, na jakie w toku nauczania mógłby sobie
    pozwolić katecheta, zawsze możliwa jest interwencja wychowawcy.

    Może warto byłoby trochę ten tekst dopracować i wysłać gdzieś, gdzie byłby
    bardziej „na widoku” – pewnie niejeden rodzic mógłby się podzielić podobnymi
    historiami, a opowieści tego typu pokazują, że „można inaczej”.

    Pozdrawiam

    • Dopracować zawsze można… ja pisze przeważnie emocjami i wychodzi jak wychodzi.

      Z tą kontrolą wychowawcy to nie wiem jak jest… chyba wychowawca nie ma wpływu na tematy i sposób ich nauczania na lekcji religii.
      Poza wszystkim innym kosztuje nas to wszystkich WIELKIE pieniądze. A ja bym szczerze wolała, żeby dzieci miały więcej lekcji biologii, chemii, fizyki… a nie religię w wymiarze przekraczającym wszelkie normy

      • Zgadzam się w zupełności; mimo wszystko jednak zauważ, jak każdy nauczyciel – szczególnie w liceach – spętany jest odgórnymi wymogami systemu edukacji, gdy tymczasem katecheta może bezkarnie rozsiewać każdą bzdurę, jaką mu nadadzą ze świętej centrali.

        • tym bardziej ABSOLUTNIE nie powinno być religii w szkole
          Skoro nie ma tam podstawy programowej przez Ministerstwo Edukacji określonej ani kontroli tegoż, to JAKIM PRAWEM? I za wspólne pieniądze?

          Jak chcą (KK) to ok, mogą wynajmować sale w szkołach i po lekcjach ogólnokształcących robić zajęcia dodatkowe. Na takich zasadach jak różne karate czy zajęcia z angielskiego dodatkowe.
          Ale nie inaczej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s