Pensja dla Pierwszej Damy

Żona prezydenta dostanie pensje.
Tak sobie obecnie rządzący postanowili, że przy okazji podwyżek wszystkich ważnych osobistości w tym kraju: czyli premierów czy posłów, bo oni najbiedniejsi, najbardziej potrzebujący i należy im się jak nikomu, ustanowi się pensje dla pierwszej damy.
I nie jest to prosta i łatwa sprawa. Nic w tym nie jest łatwe i proste, a kilka kwestii w tej sytuacji nijak do mnie nie dociera każda kolejna zaskakuje mnie bardzo.

Przede wszystkim  to, że kobieta przestaje być sobą, gdy jej mąż zostaje prezydentem. Koniec pracy zawodowej, ma teraz leżeć i pachnieć, względnie stać i wyglądać. Nieważne jakie ma wykształcenie, jakie ma pasje, jakie aspiracje – zostaje żoną swojego męża i tyle.
Chyba to jest najgłupsze w całej tej historii. Bo co stoi na przeszkodzie, by pracowała dalej? Nie wiem jakie zasady rządzą na szczycie władzy, ale chyba są to zasady z gruntu głupie i zamrożone w dawnych czasach.
Ale ok, taka żona prezydenta przestaje móc wykonywać swoje obowiązki zawodowo z nieznanych mi do końca powodów i ma przez 5 lat pełnić obowiązki ładniejszej połowy swojego małżeństwa.
I tu pojawiał się problem, bo nie dostawała za to pieniędzy, nie odprowadzała składek, w ogóle była na najgorszej pozycji w kraju, nikt o nią nie dbał i zgroza wisiała nad nią wielka.
Ja rozumiem głosy oburzenia, że przez 5 lat ona z głodu umiera… no dobra, nie umiera i jestem niesprawiedliwa, ale powinna jakieś pieniądze dostawać, skoro odmawia jej się prawa do pracy zawodowej i zarobkowej.
I tu zaczynają się schody.
Po pierwsze – za co?
Bo chyba nie za to, że jest.
Jestem absolutnie za tym, żeby ustalić zakres obowiązków pierwszej damy. Jej mąż swój zakres obowiązków ma i wbrew temu, co się ostatnio wydaje, nie polega on na rozdawaniu autografów na wszystkim, co mu się pod nos podsunie. Jego żona-jeśli ma dostawać pieniądze za to, że nią jest – również powinna taki zakres obowiązków mieć określony.
Co ma robić ,jak się udzielać, na jakie pytania ma obowiązek odpowiadać… żeby nie wyszło na to, że płacimy jej naprawdę za to, że bywa i milczy. Bo to już głupota skrajna by była.
1 d

Kwestia druga – wysokość pensji.
Ponad 13 tysięcy? Naprawdę na tyle to wyceniamy jako społeczeństwo? A gdyby tak dawać jej średnią krajową? Ja nie mówię najniższą, bo przecież za to się nie da żyć (naprawdę, chociaż ludzie za to żyją), ale taka średnia krajowa pozwoliłaby-przynajmniej teoretycznie – pani prezydentowej zapoznać  się z sytuacją tych, o których jej mąż decyduje każdego dnia te autografy rozdając.
I ktoś powie: Ale samej pensji to tylko 12 275 zł, bo pozostałe 1265 to dodatek stażowy. ZA CO? Za bycie pierwszą damą? To jaki ona ma staż na tym stanowisku, że jej się dodatek stażowy należy?
I będzie miała umowę o pracę czy może zlecenie czy też o dzieło?  Ach pewnie o pracę, bo przecież o te składki jeszcze chodzi.
Kolejna dziwna niesprawiedliwość nas tutaj dopadła.
Skoro tak się społecznie oburzamy na to, że przez 5 LAT!!! Nie ma płaconych żadnych składek, co na pewno zrujnuje jej emeryturę, to może również społecznie byśmy się oburzyli, że są tysiące takich ludzi w kraju, którzy chociaż zarobkowo pracują, to też tych składek nie mają płaconych i to nie tylko przez 5 lat, ale czasem przez 15, 20,25 … w ogóle potem dostają emeryturę w wysokości 315 zł i jakoś to jest ok, ale tych 5 lat bezskładkowych pierwszej damy w ogóle ok nijak być nie może.
Czemu ta jedna kobieta ma być traktowana tak bardzo inaczej niż ogrom innych kobiet, które z takiego czy innego powodu tracą prace – bo dzieci, bo opieka nad nimi albo opieka nad rodzicami z drugiej strony?
Może uznać, że za KAŻDEGO obywatela powinny być odprowadzane składki, gdy z takiego czy innego powodu pracy wykonywać nie może lub warunki pracy, którą wykonuje  takiej opcji nie przewidują?
Bo skoro coś nas oburza to chyba w odniesieniu do każdej osoby a nie tylko PIERWSZEJ DAMY, rodziny królewskiej i tych lepszych obywateli, co to świecą przykładem.
I jeszcze ten aspekt dożywotniego wypłacania pensji. No chyba nie zależnie od tego, czy wolno jej pracować gdy jej mąż jest prezydentem (ale naprawdę nie wolno czy tylko się tak przyjęło?), to po tym, jak małżonek prezydentem być przestanie względnie kobieta się z nim rozwiedzie, bo będzie tego małżeńskiego stanu miała dość– do pracy może wrócić?
Czy nie?
Czy sobie w ten cudowny sposób przerobimy demokrację na monarchię.
Każdy prezydent będzie miał pensję dożywotnią, skoro już głową kraju w swoim czasie był i jego małżonka również takimi względami będzie się cieszyć. Żeby potem nie musiała książek pisać, by na życie i swoje miejsce w historii zarobić.
A co z dziećmi?
Ich los również nie jest różowy. Musza się za błędy rodziców swoich tłumaczyć jak biedna płacząca w telewizji śniadaniowej panienka Kwaśniewska, która przysięgała , że tatuś nie pije ino chorutki taki i mu syrop zaszkodził. Może tym dzieciom za krzywdy przez naród wyrządzone również dożywotnio wypłacać jakieś tantiemy? Za bycie królewiątkiem, księżniczką, księciem i w ogóle biednym dzieckiem sławnych rodziców… czy też rodzica. Bo potem trzeba takim dzieciom blogi sponsorować albo pracę w firmach lotniczych załatwiać, żeby miejsce w życiu po tej traumie znalazły.
Jak tak dalej pójdzie, to zacznę Brytyjczykom rodziny królewskiej zazdrościć. Bo oni mają jedną królową i potomków jej wszelakich. A u nas co 5 lat (przy dobrych wiatrach) do panteony królewskiego kolejna rodzina będzie dołączać.
W tym temacie jak dla mnie pozostaje póki co więcej pytań i wątpliwości niż jasnych odpowiedzi.
Jeśli ustawowo zakażemy Pierwszej Damie pracy, to powinniśmy ustalić zakres jej obowiązków i przyporządkować do tego pensję.
Ale może nie wydumaną, nie dożywotnią i nie bezpodstawną.
Bo płacenie za to, że ktoś JEST to domena królów i królowych. A tego problemu się pozbyliśmy i nie widzę potrzeby, by do niego wracać.

 

Reklamy

3 thoughts on “Pensja dla Pierwszej Damy

  1. Ten pomysł budzi we mnie tak wielką irytację, że szkoda mówić. Jedno wielkie, aroganckie „teraz k**wa my”. Pomijam już fakt, że obecna pierwsza dama jest niemal zupełnie niewidoczna i niesłyszalna, więc trudno powiedzieć, co właściwie robi. Czemu za coś takiego płacić?

  2. Dlaczego Pierwsza Dama nie pracuje – dla mnie to nie jest niewiadoma. Pierwsza podstawowa i oczywista sprawa – ZE WZGLĘDÓW BEZPIECZEŃSTWA. Obecna jest bodajże nauczycielką. Jak miałaby wyglądać jej praca? Cała szkoła obstawiona BOR-em czy tylko klasa i pokój nauczycielski. To żona Prezydenta, czy nam się to podoba czy nie są to osoby chronione i tak będzie zawsze. Dla mnie to wystarczający powód, nie wiem szczerze mówiąc jak się ma do tego Ustawa, ale nie wyobrażam sobie pracującej zawodowo żony Prezydenta. Nie popieram tych cyrków, jestem zdecydowanym przeciwnikiem PIS-u, ale pewne rzeczy są i będą – jak chociażby bezpieczeństwo „najważniejszych” osób w państwie.
    Popieram, skoro ma dostawać kasę – niech posiada zakres obowiązków i niech ktoś sprawdza czy ów zakres realizuje.
    Co do ZUSu to nie czaję, skoro wypłata ma być powodowana potencjalnym okresem bezskładkowym to jak to się ma do zapewnionej odgórnie ciepłej emeryturki? Toż i tak ją dostanie i to o ściśle ustalonej wysokości. Po co więc robić teraz ten cyrk z wypłatą?
    Paranoja i jeszcze raz paranoja w tym kraju…
    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s