Żeby COŚ PAMIĘTAĆ trzeba COŚ PRZEŻYĆ

Nadchodzi bardzo trudny moment w roku. Wszyscy są nagle Powstańcami Warszawskimi. Wszyscy nagle są gotowi iść na barykady walczyć za wolność naszą i waszą. Wszyscy będą biegać po kanałach, by wroga przechytrzyć i walkę tę wygrać.
Normalnie mamy zastępy wielkich bohaterów, co to niczego się nie boją, wszystko są gotowi poświęcić i w ogóle klękajcie narody przed narodem wybranym Polskę zamieszkującym.
Tylko że NIE.
29d617c96304a75c932e4a5dfa64ab40,641,0,0,0

Trochę bawią mnie panowie z brzuszkami czy też smętne chudzinki, którzy obrandowują się elementami Polski Walczącej. I słowa „obrandowują” użyłam z pełną świadomością jego znaczenia. Oni tylko sobie takie logo umieszczają tu i ówdzie, jak w innych momentach czarnego kota czy słowo, co się niby z boginią zwycięstwa kojarzy, ale tak nie do końca albo nawet wilka spod bandery Żołnierzy Wyklętych. Tego to teraz nawet na puszkach z napojem energetycznym mają, żeby bardziej walecznie krzyczeć, jak to oni bardzo PAMIĘTAJĄ i w ogóle wszystko wiedzą, tylko przy pierwszej rozmowie się historycznie wysypują i ośmieszają. Ale nijak im to nie przeszkadza w poczuciu wyższości i zachowaniu świadomości, że to oni są lepszym sortem i prawdziwymi Polakami.

116867_cc5a4934cc4c6cf627f7d223f78ca760
Ośmieszają siebie i tych, do których się odwołują.
Bo w tym PAMIĘTAMY nigdy nie powinno chodzić o emblemat, gadżet, hasełko… powinno chodzić o wiedzę. A oni nie wiedzą, tylko coś tam im się wydaje. Powstańcy nie walczyli w grze komputerowej. Ci ludzie ginęli. I chociaż daleka jestem od idealizowania tej sytuacji, to odwagi tym ludziom odmówić nie można.
Że dowództwo wysłało ich na rzeź? Że rząd na uchodźctwie pozwolił im ginąc?

A może zamiast „rząd na uchodźctwie” to  dezerterzy, uciekinierzy… może tak powinno się ich nazywać, bo siedząc sobie w Londynie i popijając popołudniową herbatkę łatwo jest wydawać rozkazy, które innych kosztują życie. Trochę jak w wierszu Marii Konopnickiej „A jak poszedł król na wojnę”, przy którym od dzieciństwa mam łzy w oczach  i z uwagi na los Stacha i na niesprawiedliwość świata. Jeden mój znajomy (MARKU UKŁONY) wymyślił doskonały sposób radzenia sobie z łatwymi decyzjami władców o wysłaniu na wojnę innych. Jeśli ktoś uważa, że wojną jest naprawdę konieczna, że jest jakaś wartość nadrzędna wobec ludzkiego życia i dlatego można je spokojnie poświęcić dla wyższego celu – to pierwszy ginie ten ktoś. Może to być ustawienie się pod ścianą, by zostać rozstrzelanym. I chyba większość tchórzy, którzy takie decyzje podejmują, właśnie ten sposób by wybrała. Bo druga opcja to wziąć karabin na plecy i ruszyć ogień walki. I zastanawiać się, czy szybciej zginie się od strzału z niewiadomej strony czy od miny. Ale wtedy naprawdę decyzja o wojnie byłaby ostateczna. I naprawdę podejmowana tylko wtedy, gdy żadnego innego wyjścia nie ma.

I teraz ci bohaterowie czasu pokoju obnoszą się z tą swoją pamięcią i walecznością. A żaden z nich niczego nigdy w imię jakiejkolwiek walki nie poświęcił. Odważni są tylko wtedy, jak mają przewagę 6 do 1. Nawet w starciu jeden na jeden nie są w stanie żadnej swojej idei bronić. Bo oni chyba nawet idei żadnej nie mają. Ot taka sztuka dla sztuki. Kolega ma koszulkę z wilkiem, to ten sobie też sprawi, żeby jakąś jedność poczuć. Tylko na tyle ich stać.
Za nic nie walczą. Niczego nie bronią. Krzyczą tylko do zdarcia gardeł wydumane hasła walczące. Walczą  z Żydami, których w Polsce już prawie w ogóle nie ma, bo i lata 40. I 60. skutecznie się ich pozbyły. Walczą  z uchodźcami, którzy ani jeszcze do nas tabunami nie ściągnęli ani w ogóle za bardzo nie chcą. Kto by chciał tutaj przyjechać, skoro tu nienawiść płynie po ulicach większymi strumieniami niż woda po ulewie. Walczą z komuną dwadzieścia kilka lat po jej obaleniu.
Ale w starciu z kapitalizmem, który jest i z którym naprawdę walczyć by mogli – są bezradni jak dzieci we mgle. W starciu z pracodawcami, którzy ich wyzyskują każąc pracować po 12 godzin na dobę – siedzą cichutko. Wobec braku szans na podryw – nic nie poradzą. Dlatego potem wywalają te swoje frustracje.
I sami wiedzą jak bardzo są żałośni. Dlatego podpierają się tymi historycznymi ofiarami i bohaterami, żeby oszukać samych siebie, że to chodzi o coś więcej, a nie tylko o leczenie kompleksów.
Ale tak naprawdę o nic nie potrafią walczyć.
Za żadną idee nie nadstawiają karków, nie zaryzykują wolności, nie mówiąc o życiu.
Nie tylko CH*JA PAMIĘTAJĄ.
W ogóle CH*JA wiedzą.

Advertisements

One thought on “Żeby COŚ PAMIĘTAĆ trzeba COŚ PRZEŻYĆ

  1. Mnie to oburza do tego stopnia, że słów mi brak. Nawet gdybym chciała jednemu z drugim wygarnąć, co myślę o wycieraniu sobie pyska źle pojętym patriotyzmem, to nie wiedziałabym, co powiedzieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s