Rewolucja Komunikacyjna

W Łodzi REWOLUCJA KOMUNIKACYJNA.
Czyli jakaś grupa kreatywnych (ach Łódź kreuje) postanowiła wziąć wszystkie rozkłady jazdy, trasy i inne informacje dotychczas ogarnięte przez łodzian i je pozmieniać. Informując wszystkich dookoła, że tak będzie lepiej, sprawniej, szybciej… na razie to jest tylko ciekawiej. Jest tak ciekawie, że taka podróż komunikacją miejską to może być przygoda życia zajmująca kilka godzin. 
Pierwsze wiadomości wzbudziły niepokój podparty doświadczeniami wcześniejszymi. No jakoś w tym mieście tak jest, ze jak zaczynają coś robić, to jest tylko gorzej. Naprawdę – dar taki czy coś…
Każda niemal linia miała mieć coś zmienionego – trasę, przystanki, przejazdy, odjazdy… nic nie zostaje po staremu – jak zmieniamy to kompleksowo. Aż dziw bierze, e w ogóle nie założono likwidacji wszystkiego, ale to podobno byłby za dużo szok, wiec póki co mamy szok komunikacyjny podnoszący zarobki wróżbitów wszelakich, bo chyba tylko oni są w stanie przewidzieć co , kiedy, skąd i dokąd jedzie.

Frajda na dobre rozpoczęła się wraz z identyfikacją wizualną (a jakże jakże) całej tej przemiany i brawurowym pomysłem, by jedynie linie tramwajowe miały kolory, a autobusowe wszystkie były w charakterystycznych dla Łodzi odcieniach szarości. No przecież każdy doskonale wie jak ten grafit odróżnić  od ciemnoszarego i śmiało sobie z tym poradzi. Siatka połączeń na przystankach wymaga chyba studiów archeologiczno-logistycznych, by odpowiednia linię z tego odkopać. Większość analizujących to Osów stwierdza na pewnym etapie, że dana linia… znika. Gdzieś tam ukrywa się pod inna czy jak… no była i nie ma…
siatka

Drugą zagadką są podwójne czy też potrójne rozkłady pojedynczych linii. Bo owszem są takie, na których graficznie wyrysowana trasa umieszczona jest na górze tabeli godzin odjazdów danej linii. Ale jest tez zestaw podwójny, gdzie jedna kartka to trasa, a inna to tabela. Nie wiszą jakoś parami tylko na chybił trafił na danym przystanku. A czasem – pewnie dla urozmaicenia podróży – taka tabela wisi sama pozbawiona trasy i wtedy można sobie wsiąść o danej godzinie lub też o trochę innej (o czym za chwilę), by sprawdzić dokąd ten autobus czerwony po ulicach mego miasta mknie…

Autobusy mają jeździć  co 12 minut (tramwaje niby też, ale tego jeszcze dogłębnie nie weryfikowałam). Codziennie jeżdżę autobusami i stoję na przystankach obserwując także godziny przyjazdów tych, którymi się nie przemieszczam.
Mój autobus w poniedziałek spóźnił się 6 minut, tak samo we wtorek, w środę spóźnił się minut 5.
Podobnie inny autobus, który miał pojawić się na przystanku o godzinie 16:01 lub 16:13… przyjechał o 16:08 i w sumie nie wiem, który z tych dwóch to niby miał być.
Nijak nie da się do tego dostosować przesiadek – na których przecież ten brawurowy nowy rozkład ma się opierać.

Poza tym pojawiły się wszelakie smaczki typu likwidowanie (a jednak) linii, które były najszerzej wykorzystywane i służyła największej liczbie ludzi w mieście, żeby zaproponować im podobną trasę, ale okraszoną przesiadkami (z którymi z uwagi na te nieprzewidywalne pojawienia siew danym miejscu konkretnych pojazdów są naprawdę sportem ekstremalnym) i różnymi spacerami względnie domyśleniem się, gdzie też teraz potrzebny pojazd może się zatrzymywać?

Żeby ułatwić przełknięcie tej gorzkiej pigułki łodzianom – władze miasta zrobiły bardzo niski ukłon w ich stronę i przez pierwsze 3 dni testowanie tej nowej komunikacji było darmowe. Informacja o tym pojawiała siew głośnikach po cichutku, żeby zbyt wiele osób się nie zorientowało. Ktoś tam szemrał coś, że komunikacja darmowa… ale od kiedy do kiedy, w jakim wymiarze, co i jak… trudno było przez warkot autobusu dosłyszeć.
Ale już kolejnego dnia – DZISIAJ – z głośników pruje się na mnie głośno i wyraźnie głos przypominający o OBOWIĄZKU SKASOWANIA BILETU.
Szkoda, że nie przypomina, ze wraz z tymi zmianami przyszło nam za jazdę drożej zapłacić. Nie może być przecież tak, że zespół usiadł, wykombinował, a wszystko w starej cenie. To byłoby niedopatrzenie i jeszcze ludzie by się przyzwyczaili, że za eksperymenty na nich nie muszą jeszcze dopłacać. Muszą. I zapłacą. A władza śmieje im się w twarz. Bo jakoś nie ma obowiązku, by ci, którzy podejmują w tej dziedzinie decyzje, byli zobligowani do korzystania z tych swoich światłych pomysłów i testowania na własnej skórze tego, co tak sprytnie obmyślili.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s