Dwa wzruszenia Rewolucyjne

Ja wiem, że REWOLUCJA ( przypominam – to ta 1905 roku, wielki zryw robotniczy w Łodzi) to czerwiec i gdzie tam teraz o Rewolucji pisać. Teraz wszyscy świątecznie o zakupach i choinkach, i w ogóle…
Ale właśnie podziwiam film dokumentalny Viktorii Marinov o tegorocznych obchodach Rewolucji wraz z przygotowaniami i emocjami. A poza tym obiecuję, że będzie coś na temat dzielenia się opłatkiem… chociaż właściwie chlebem, więc w nurcie świątecznym… A w ogóle to czuję, że powinnam napisać, dlatego piszę.Pamiętam te pierwsze obchody. To było dawno, ale nadal prawda.
Jak rodzi się idea znam jedynie z opowiadań. Ale byłam przy tym, jak się materializowała. Był pomysł, był zapał, nie było pieniędzy i wydawało się, że nie ma możliwości. Ale ten zapał pozwolił grupie ludzi coś stworzyć. Oczywiście byli przewodnicy stada, którzy nadawali temu bieg, ale reszta nie tyko poddawała się temu biegowi, ale współtworzyła realizację tego brawurowego pomysłu.

W efekcie miało to wyglądać tak:
Grupa ubranych na czerwono zapaleńców z wydrukowanymi tekstami dotyczącymi Rewolucji 1905 roku + Krakowski Chór Rewolucyjny, Plac Wolności w Łodzi, nagłośnienie i … początek wielkiej przygody.

Roznosiłam wtedy ulotki z Joanną chyba nawet jeszcze w dniu wydarzenia. Wtedy liczyłam dokładnie ile ulotek rozdałam i ile razy powiedziałam formułkę, którą dodawałam do każdej ulotki „Zapraszamy na obchody rocznicy Rewolucji 1905 roku”. Teraz wydaje mi się, że to było tysiąc razy. Ale mogę się mylić. Nawet jeśli byłoby 500, to było tego sporo.
I z każdą ulotką i każdym słowem miałam nadzieję, że przyjdą jacyś ludzie, że nie będziemy tam stali mizernie.
I wiecie co? Przyszli. Uczestniczyli. Nie tylko słuchali, ale także śpiewali.
I właśnie z tym wiąże się jedno z moich wzruszeń rewolucyjnych, które mi się z każdymi obchodami przypominać  będzie po wsze czasy będzie.
Pierwsze jest z tego pierwszego roku, gdy był ten lęk o powodzenie przedsięwzięcia, o udział ludzi wszelakich.
Były tam śpiewniki w jakiejś mizernej liczbę, bo i funduszy jakoś na to nie było przecież.
I w trakcie śpiewania okazało się , że te pieśni rewolucyjne starsi ludzie znają na pamięć i śpiewają z nami, a przy okazji oddają swoje śpiewniki młodszym, żeby też śpiewać mogli. To dało mi taką siłę i wiarę w powodzenie, bo już tego pierwszego roku wytworzyła się jakaś wspólnota doznań i wspomnień i poczucie, że ta Rewolucja jest jakaś ważna nie tylko dla organizatorów, ale dla wszystkich.

Drugie wzruszenie jest tegoroczne, z tych obchodów, które są na filmie.
W jednej ze scen odgrywanych przez Teatr Chorea było o głodzie robotników, o odcięciu ich od pensji i wydawaniu ochłapów, by nie poumierali z głodu do momentu, aż będą mogli wrócić do niewolniczej pracy w fabryce.  I tak jak w 1905 także na Piotrkowskiej w 2017 był rozdawany chleb. Bochenki przekrojone na kilka części i podawane zgromadzonej publiczności.
I wtedy wydarzyło się coś, na wspomnienie czego do teraz i na zawsze będę miała gulę w gardle.
Ludzie odłamywali kawałek chleba i podawali go dalej. Dzielili się tym chlebem między sobą. Taka rewolucyjna komunia.
W życiu byśmy tego aż tak nie wyreżyserowali, nie wymyślili, bo jak można wymyśleć coś takiego? Jak można mieć nadzieję, że wszyscy zgromadzeni (a to nie było 20 osób) się tym chlebem tak naturalnie podzielą?
I to była kolejna akcja wspólnotowa. Nie tylko przeżywanie tego, co prezentowane, śpiewanie, ale także dzielenie się posiłkiem.

I już nic więcej nie piszę.
Czekam n kolejny czerwiec.
A póki co – film:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s