Miły czas przy „Miłej robótce” czyli czy ktoś się boi waginy?

Jakie to niesamowite, że w natłoku zadań zawodowych udało mi się wygospodarować czas, by z Festiwalu Łódź Czterech Kultur skorzystać też jak człowiek wolny i niezależny. Czyli pójść na cały spektakl do teatru i obejrzeć od początku do końca. Co prawda nie mam tyle swobody, by oglądać wszystko i wszędzie. Nie mam też umiejętności bilokacji, chociaż zdania na ten temat bywają podzielone. Dlatego wybrać musiałam jeden spektakl i wybór padł na „Miłą robótkę” czego nie żałuję, a nawet szczęście i wdzięczność mnie przepełnia.

Od razu uprzedzam – w ogóle nie jestem obiektywna w kwestii oceny tego spektaklu. Wszystko przez to, że nie miałam pojęcia jaka jest obsada, gdy się decydowałam i dopiero jak się zaczęło i usłyszałam głos mojego ukochanego aktora – Pawła Dobka, to do mnie ten fakt dotarł.

Jak ktoś nie wiem, o co chodzi z tym ukochanym aktorem, to spieszę wyjaśnić. Kilka lat temu Paweł kończył łódzką Filmówkę i od pierwszego spektaklu dyplomowego kocham go miłością wielką. Miłością teatralną – żeby nie było. Nawet zanim jeszcze się odezwał, jak tylko spojrzałam na jego twarz. Obejrzałam wszystko, co byłam wtedy z jego udziałem w stanie obejrzeć (niektóre rzeczy 3 razy, ale kto by tam liczył). A potem szkoła się skończyła, spektakle się skończyły, Paweł z Łodzi wyjechał i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek jeszcze przyjdzie im oglądać go w teatrze. Mogłam od czasu do czasu na ekranie telewizora, ale to nie to samo, bo ja go właśnie teatralnie pokochałam. Głównie za to, jak gra, gdy to nie on podaje tekst, tylko robi tło. Nie żebym nie kochała momentów, w których on jest na pierwszym planie wraz ze swoim głosem, ale uwielbiam jego sposób bardzo aktywnego bycia na scenie, gdy niby nic nie robi, tylko jest.

Ale nie było tak, że ja tam w trakcie całej „Miłej robótki” na jedną osobę patrzyłam, jednej słuchałam i tylko wiem, co on tam robił. Patrzyłam na wszystko i wszystkiego słuchałam.

Rzecz jest o nagości, seksualności, sensualności, pornografii, seksie, kopulacji i mówieniu o tym, co przychodzi nam – społeczeństwu bardzo opornie. Duży nacisk położono na sytuację kobiet w tym wszystkim, bo patriarchat ustawił wektor wyraźnie. Kobietom nie wypada, kobiety nie powinny i za swoją seksualność mają być karane. Tutaj dochodzi kwestia aborcji, ale też przecież antykoncepcji.

Mamy na scenie przegląd, ale bardzo szybki, bo to tylko jeden spektakl przecież, tematów około waginalnych ze szczególnym uwzględnieniem pojawiania się ich w pismach wszelakich. Bo niby od periodyków erotycznych wychodzimy, ale przecież i teksty polityczne oraz prawnicze te kwestie poruszają.

Aktorzy i aktorki mówią o nagości, ale też nagość pokazują. Ubierają się, rozbierają, zakładają elementy ubrań, które uznawane są za erotyczne, bo są, ale jakby ich nie było. W nagłych i (nie)spodziewanych chwilach nagości przychodził mi na myśl film „Golasy”, w których wszyscy są bez ubrań. Ale nikt tam nie zwraca uwagi na nagość pozostałych i swoją własną, tylko prowadzi przeciętne życie biurowe. Wtedy pierwszy raz zetknęłam się z takim bogactwem nagości w tekście kultury i bardzo szybko zdałam sobie sprawę z tego, że jak coś jest powszechne, to przestaje być zauważalne. Po kilku minutach przestałam zwracać uwagę na to, że aktorzy są nadzy. Tak w filmie jak i w teatrze. Ktoś był goły – o goły i tyle. A to, czy nagość dotyczyła zdjęcia góry czy dołu ubrania nie stanowiło różnicy.

Całość „Miłej robótki” to seria właściwie sygnalizowania tematów, podrzucania treści, które widz potem może sobie sam przeanalizować. Aktorzy i aktorki już w trakcie spektaklu zachęcali widzów do czynnego udziału. Podchodzili blisko, patrzyli w oczy, wypowiadali kwestie wprost w twarz, a nawet podawali tekst do przeczytania. Każdy jest bowiem częścią tej społecznej dyskusji o erotyce i ciche siedzenie w kącie w niczym nie pomoże. Tylko mówiąc o tym, co dla nas w seksualności ważne mamy szanse zmienić publiczny dyskurs.

Mnie osobiście niewiele zaskoczyło, bo tematyką interesuję się od jakiegoś czasu. Ale miło było zobaczyć to w formie teatralnej. Podane na pięknej, futrzastej waginie, która przykrywała teatralną scenę. Wielka, pochłaniająca uwagę i emocje. Wspaniała i gdyby nie fakt,  że nie było czasu i możliwości, to i ja bym się do niej przytuliła, bo całą sobą do tego zachęcała. Pokazało to, jak śmieszny jest ten lęk przed waginą, który wydaje się wylewać z mediów, przemówień politycznych i rozmów wszelakich, w których temat ten mógłby się pojawić. A już nazywanie tej części ciała nastręcza tylu problemów, że cieszę się, że niektóre propozycje zostały wyśpiewane wielokrotnie, by poszerzyć repertuar nazewnictwa u publiczności. Lub dać im kolejny temat do przemyśleć, weryfikacji własnej i poukładania się samemu z nomenklaturą.

To było bardzo odświeżające przeżycie. Mówić o erotyce, seksualności, pornografii bez patosu, którym obrosły. Seksualność nie jest tematem tabu. Jest naszą codziennością. A wypieranie tego jest prawdziwą patologią.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s