MIEJSKA RADA BEZPIECZEŃSTWA RUCHU DROGOWEGO

Czasem mam taki okres w życiu, że nie opieram się na samej intuicji, ale postanawiam sprawdzić organoleptycznie daną rzecz, zweryfikować, szukać u źródła… Tak jest z moim głębokim przekonaniem, ze władze miasta jakoś tam lekceważą mieszkańców Łodzi. Mają oni bowiem przekonanie, że są ekspertami we wszystkich dziedzinach i żaden tam mieszkaniec nie będzie im mówił, co jest dla niego lepsze, w jaki sposób powinno funkcjonować miasto, a jak się mieszkańcom nie podoba, to trudno. Zawsze mogą wyjechać (co też najwyraźniej czynią jak spojrzymy na fakt, że w mieście nas coraz mniej)
W ramach tej weryfikacji byłam na pierwszej sesji nowej Rady Miasta. Nie podobało mi się, bo poziom dyskusji.. czy też pyskówki przypominał przedszkole lub piaskownice i miałam nieodparte wrażenie, że jakby dyskutantom wręczono łopatki, to śmiało trzepaliby się nimi po głowach.
Ale jeszcze ciekawszym doświadczeniem był udział w spotkaniu Miejskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Czytaj dalej

Reklamy

Pomysłowe mebelki z gąbki – teatralna huśtawka emocji

Miałam coraz większy problem z teatrem w ogóle. Coraz więcej rzeczy mi w teatrze przeszkadzało i nie było mi z tym dobrze, bo teatr lubię. Przeszkadzały mi niewspółmierne do treści chwyty, przeszkadzała mi nagość, która pojawiała się bez żadnego uzasadnienia dramaturgicznego. Jakby twórcy teatralni uparli się, żeby szokować i wybijać z rytmu widzów bez większej idei poza taką powierzchowną. A już szczytem była dla mnie „Operetka” Gombrowicza, po której poczułam się jakby teatr na mnie zwymiotował i uznałam, że to zbyt wiele. W jakiś tam metaforyczny sposób obraziłam się na teatr i przestało mi z nim być po drodze. Z czego ani nie byłam dumna ani zadowolona.
Dlatego z wielką ulgą przyjęłam fakt, że mogę się z teatrem pogodzić. A to przez próbę prasową „Pomysłowych mebelków z gąbki” w reżyserii Mariusza Grzegorzka w Teatrze Studyjnym, po której uznałam, ze tak, chcę zobaczyć cały spektakl i intuicyjnie czuję, że mnie nie skrzywdzi, a wręcz przeciwnie. Czytaj dalej

ZIELONE SMAKI ŁODZI. Jeszcze trzy dania.

Kończę już opisywanie moich kulinarnych doznań w ramach Zielonych Smaków Łodzi. Pieprzu mam dość na jakiś czas… nie wiem czy na długi, ale na jakiś na pewno. Z wanilią nie ma tak dobrze i mogę jeść potrawy waniliowe nadal w każdej ilości. W sumie opisuję to dużo dłużej niż doświadczałam, ale tak to czasem w życiu bywa.
Tym razem trzy miejsce, w których jadłam pojedyncze dania i jednak poddaje się, opisze je za jednym zamachem. Żeby zdążyć przed oficjalnym podsumowaniem i ogłoszeniem wyników jury oraz publiczności. Czytaj dalej

ZIELONE SMAKI ŁODZI. KARDAMON – pyszności

Dowiedziałam się, że w Łodzi powstała restauracja o nazwie KARDAMON. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, bo przypomniało mi to serial „Przepis na życie”, w którym to restauracje miały nazwy od przypraw różnych. I był właśnie IMBIR i KARDAMON. Jednak zanim wybrałam się tam zupełnie niezależnie od wydarzeń i festiwali – a naprawdę miałam taki zamiar, żeby przetestować menu – to pojawił się ten KARDAMON na mapie Zielonych Smaków Łodzi i już nie było żadnych wymówek. Czytaj dalej

ZIELONE SMAKI ŁODZI. Format – nieporozumienie

Żeby nie było, że tak mi się wszystko od początku do końca na tych Zielonych Smakach Łodzi podoba. Że tylko zachwyty nad talerzem i w ogóle, że wszystko mi smakuje i nie mama negatywnych uwag, to tym razem nie będzie tak miło.
A wszystko za sprawą wizyty w Formacie.
Dla mnie to było jedno wielkie nieporozumienie od początku do końca, ale po kolei.
Czytaj dalej

ZIELONE SMAKI ŁODZI. Nowa Ziemia – do syta.

Jest w Łodzi miejsce, które się nazywa Nowa Ziemia. Nazwa zastanawiająca i przywodząca mi na myśl wiele różnych pomysłów na to, co może się w takim przybytku znajdować, ale nie były to pomysły kulinarne w żaden sposób.  Sprawdziłam i mogę potwierdzić – nie jest to kościół jakiejś religii z nurtu New Age, jest to restauracja serwująca dania wegetariańskie i wegańskie . Dotarłam do niej z uwagi na festiwal Zielone Smaki Łodzi, bo jest jedną z biorących udział w tym wydarzeniu. A w środku można zjeść aż dwie propozycje, bo zarówno danie główne jak i deser.
Czytaj dalej

ZIELONE SMAKI ŁODZI. „U Kretschmera” – pełen profesjonalizm

Tym razem w moich podróżach festiwalowym szlakiem padło na restaurację „U Kretschmera”. Z ich wegańskimi propozycjami miałam już w tym tygodniu do czynienia na śniadaniu prasowym, na którym wegańskie pasztety goniły pasty, kanapki ścigały się o palmę pierwszeństwa z tofucznicą, a i tak wszystko przyćmił mus czekoladowy. Jednak wegańskie śniadanie to nie dania festiwalowe, nie wyrabiałam sobie opinii zawczasu i podeszłam z otwartym umysłem, pustym żołądkiem i gotowymi kubkami smakowymi. Czytaj dalej