Zniżka na aborcję

Kolejny marzec kolejna Manifa i moja obecność na niej. Trochę z uwagi na obowiązki zawodowe, ale bardziej z uwagi na obowiązki feministyczne. Jak kiedyś powiedziałam: Jak długo chociaż jedna kobieta na świecie będzie traktowana gorzej tylko dlatego, że jest kobietą, tak długo ja będę feministką. I jestem ze wszystkimi tego konsekwencjami. Sprawy kobiet są mi bliskie i zawsze idąc i robiąc nawet coś w czyimś imieniu czuję, że robię to również w swoim imieniu.
W tym roku główne hasło manifowe: „Kobiety wszystkich umów łączcie się”, nie pozostawiało wątpliwości z jakim przesłaniem idzie Manifa. Coraz gorsza sytuacja kobiet na rynku pracy nie zostaje niezauważona. Kobieta w wieku 20+ do 40, która dostanie umowę o pracę, może się czuć szczęściarą. Przecież nikt jej takiej umowy nie da, bo jest w wieku reprodukcyjnym i na pewno natychmiast po podpisaniu umowy zajdzie w ciąże i pewnie jeszcze zrobi to na złość pracodawcy. Z tymi postulatami nie sposób się nie zgodzić i wydawało się, że nawet prawica nie jest w stanie nic wysunąć ze swej strony, no bo niby co? Że nie zgadzają się na równe prawa w pracy albo nie chcą, żeby kobiety godnie zarabiały? Na to nawet ONR by się nie porwał (przynajmniej mam taką nadzieję). Czytaj dalej

Reklamy

Czy feministka może mieć szczęśliwe dziecko?

Po raz kolejny w moim życiu zrobiłam sobie krzywdę biorąc udział w dyskusji dotyczącej aborcji, ale jakoś nie mogę się powstrzymać, gdy inni ( szczególnie mężczyźni) postanawiają uświadomić kobiety jakież to są dla nich konsekwencje uprawiania seksu i że ciąże jeśli sie pojawi, donosić powinny pod karą chłosty i spalenia na stosie. Dyskusja jak to dyskusja – oponujący za przyznaniem kobiecie prawa do decydowania o swoim życiu i swojej rozrodczości pozostawiają wybór kobiecie, przeciwnicy takiej postawy pozostawiają wybór sobie, bo kobiety nie są w stanie o sobie decydować, a oni wiedzą lepiej, to im powiedzą, nakażą i wszystko będzie doskonale. Oczywiście w ich mniemaniu, bo już w odczuciu tejże kobiety niekoniecznie. Czytaj dalej

Mój codzienny transgender

W życiu robię i robiłam różne rzeczy, a że nie zgadzam się na podziały zadań ludzkich na męskie i damskie, to też we własnych działaniach się tym nie przejmuje. Ale ostatnio postanowiłam to pod tym względem przeanalizować i zastanowić się, ile w mojej codzienności jest z zadań typowo kobiecych, stereotypowych, a ile z tych męskich, stereotypowych w równym stopniu. I miarę przyjęłam nader sugestywną. Posiłkowałam się zarówno poglądami niektórych prawicowych czy korwinistycznych bohaterów, którzy doskonale wiedzą, gdzie powinna być kobieta i co powinna robić, co jej przystoi, a w co wtrącać się absolutnie nie powinna, bo tylko namiesza i przeszkodzi mężczyznom w zbawianiu świata i naprawianiu go tak, żeby było jak najwygodniej. Prawdopodobnie tym mężczyznom, bo czemu miałoby wygodniej być kobietom. Wyniosłam też pewne przesłanki z kilku rozmów z kobietami, którym najwyraźniej otoczenie kuchni wydaje sie najwłaściwsze dla nich samych i z obawą zapuszczają się do przedpokoju, bo tam mogłyby spotkać groźnego obcego np. sąsiada, więc wyznają pogląd, że płeć mózgu ma decydujące znaczenia na nasze umiejętności i nie można od mężczyzny wymagać obsługi odkurzacza, a już na pewno wiedzy o programowaniu pralki, bo pewnie założy nie taką szczotę na rurę i wszystkie pyłki i paprochy na dywanie zostaną, a ubranie ufarbuje się na różowo. Czytaj dalej

Manifa – MÓJ manifest

8 marca. Dzień Kobiet. Święto goździka i tanich rajstop. Przez lata wręczał to swojej kobiecie ziejący alkoholem mężczyzna, bo jej należał się ustawowy przydział złożony z tych właśnie dóbr, a jemu należało się opić ten dzień święta jego kobiety.

Czasy się zmieniają, co wielu boli, wielu uwiera i wielu sen z powiek spędza. Wielu jednak te zmieniające się czasy przynoszą nowe możliwości i szansę na normalność. Wielu czyli kobietom. Czytaj dalej

Feminizm na cenzurowanym

Nic nie irytuje społeczeństwa tak jak feministka. Podobno nie jest to już kobieta, bo nie może być. Prawdziwa kobieta z pasją oddaje się gotowaniu obiadu i spełnia się odkurzając dywan. Tylko w ten sposób może ona bowiem udowodnić miłość do mężczyzny i całej rodziny. Jej miarą jest czysta podłoga w kuchni i porządek w szafie.
A taka feministka, która jeszcze spełnia się w swojej pracy, bo to ona jest jej pasją a nie doprowadzanie wanny do stanu sterylności, to musi być jakiś wybryk natury, porażka ewolucji i prawdopodobnie jedno wielkie nieporozumienie.
Zresztą kobiety, które do pracy chodzą, bo muszą, bo tak trzeba i nie ma w tym przyjemności, ale po powrocie z tejże oddają się z uwielbieniem pielęgnacji gospodarstwa domowego, które jest ich prawdziwym przeznaczeniem, również takiej feministki nie rozumieją. Jak ona może nie myć wszystkiego 3 razy dziennie, skoro się brudzi? Jak może nie uprasować wszystkiego natychmiast po zdjęciu ze sznurka, albo O ZGROZA nie uprasować tego wcale, tylko włożyć do szafy? Takie ubrania zupełnie nie nadają się do noszenia i pewnie dzieci pomrą przez to na jakąś tajemniczą zarazę. Czytaj dalej

Śrubokręt narzędziem feminizmu

Pierwszy raz zauważyłam to na zdjęciu. To samo spojrzenie, ten sam wyraz twarzy i jakieś takie ogólne wrażenie sprawiło, że zaczęłam sobie samej przypominać moją mamę. Czasem mnie to cieszy, czasem smuci, czasem złości. Nie jestem taka jak ona, ale nigdy też nie walczyłam o swoją odmienność, bo byłam inna i tyle. Jednak podobieństwo fizyczne kazało mi sie zastanowić, czy nie ma między nami też podobieństwa innego.

I je także odnalazłam. Trudno mi się było porównywać do mamy z okresu przed moim pojawieniem. Nie znałam jej wtedy, więc nie mam pojęcia jaka była. Jednak wiem, jaka była i jest jako matka, żona, kobieta domowa i zawodowa.

Jestem coraz bardziej podobna do mamy. Z przesuszonymi i szorstkimi dłońmi, które zbyt często są moczone w wodzie z dodatkiem proszku, mydła, płynu do naczyń i innych ustrojstw, którymi rynek nas zalewa. Niczym orkę na ugorze uprawiam wycinanie skórek, a one odrastają szybciej, niż ja napisałam to zdanie. Jestem do niej podobna, gdy planuje obiad na kolejny dzień – dni. Gdy zastanawiam się kiedy zrobić pranie, czy je uprasować, kiedy sprzątnąć i jak wpasować to wszystko w inne obowiązki takie jak praca, zakupy czy spacer z dzieckiem. W takich chwilach widzę, że robimy to samo, chociaż zastanawiam się, czy to podobieństwo wynika z pokrewieństwa czy raczej z tej samej płci. W końcu obie jesteśmy kobietami w ten czy inny sposób odpowiedzialnymi za życie domowe. Dlatego widzę to i się z tym godzę, że do mamy podobna w pewnych aspektach jestem. Czytaj dalej