Żadnych barier

Ważne, poważne, trudne tematy leżą rozgrzebane i czekają na moją wolną chwilę, a ja właśnie napiszę o czymś miłym i przyjemnym. Bo jest wiosna, ładna pogoda, słońce świecie, a na mojej twarzy zakwitł uśmiech.
W przedszkolu mojego dziecka od czasu do czasu pojawiają się z wizytą obcokrajowcy. Są to ludzie, którzy z takiego czy innego powodu znaleźli się w Polsce, w Łodzi. Najczęściej są to studenci, którzy przyjechali tu na kilka lat studiów. To doskonała okazja, żeby podzielili się z tymi maluchami swoją kulturą. Dzieciaki poznają inny język, inne zwyczaje, dowiadują się czegoś o odległych państwach (Japonia, Brazylia, Urugwaj…). Doświadczają czegoś nowego, chociaż różnie te doświadczenia wyglądają. Niektórzy obcokrajowcy mówią po polsku chociaż trochę, inni nie mówią zupełnie. Moja córka kiedyś stwierdziła, że Japonka mówiła po japońsku, oni mówili po polsku, a na pytanie: „To jak się dogadywaliście?”, odpowiedziała: „Po angielsku”. Biorąc pod uwagę, że jej angielski (mojej córki a nie wspomnianej Japonki) ogranicza się do nazw kolorów, owoców czy zwierząt, nie sądzę, żeby była to autentyczna linia porozumienia. Ale jakoś dają radę, wspólnie się bawią, malują i tworzą. Czytaj dalej

Reklamy

Puste – przepełnione przedszkola

Rozłazi mi się zupełnie to, co mówi sfera rządząca na temat ilości dzieci w tym kraju uzasadniając kolejne cięcia i zamykania przedszkoli i szkół z tym, co obserwuję dzięki temu, że mam oczy, mózg, a także dziecko uczęszczające do przedszkola.

W przedszkolu mojego dziecka w roku szkolnym 2011/2012 4 pełnowymiarowe grupy przedszkolne, na które przedszkole było przygotowane, gdyż posiadało 4 przedszkolne sale. Obłożenie było pełne, pewnie niektóre dzieci do przedszkola sienie dostały jak to zwykle bywa. Może wybrały inną placówkę jako drugi wybór i dzięki temu jednak do jakiegoś przedszkola poszły. W każdym razie już wtedy przedszkole nie wskazywało na to, że dzieci jest za mało, bo grupy były pełne – po 26 osób, co stanowiło absolutny komplet. Czytaj dalej

Modele rodzinne w przedszkolu

W wielkiej narodowej dyskusji dotyczącej teorii/ideologii/przerażeniu GENDER pojawiło się wiele aspektów, które nie mając nic wspólnego z gender, mają jakiś skromny punkt styczny lub łączą się tylko w pojęciu poszczególnych jednostek czy grup, które do sedna sprawy nie dotarły, nawet się o nie nie otarły, ale głoszą swoje poglądy z absolutnym przekonaniem. Najbardziej dobijają mnie dość liczne przykłady totalnego mylenia gender z edukacją seksualną, o czym już mówić mi się nie chce, bo jeśli ktoś nie pojmuje, że historia to nie to samo co wiedza o społeczeństwie, a matematyka ma tylko trochę wspólnego z chemią, to ja już nic na to nie poradzę. Osobiście dotknęło mnie natomiast to, że nagle w tej dyskusji pojawił się głośny protest przeciwko nauczaniu dzieci w przedszkolu, że normalna i prawidłowa rodzina, to nie tylko tatuś i mamusia plus potomstwo, że istnieją różne modele rodzinne i w różnych rodzinach dzieci żyją i są wychowywane. Czytaj dalej

Jak ludziom dać tak, żeby naprawdę im odebrać

Nie będę pisać ściśle o polityce prorodzinnej w tym kraju, bo jaka ona jest każdy wie. Wszelkie wykonywane ruchy służą tylko temu, żeby poprawić chwilowo swój własny wizerunek, a tak naprawdę niczego nie zmieniają. A jeśli nawet w krótkiej perspektywie coś poprawią (roczne urlopy macierzyńskie, które pozwalają matkom, bo nie oszukujmy się ,ze to jednak matki będą ten rok z dzieckiem siedzieć, nie martwić się o żłobek czy opiekunkę przez 12 miesięcy), to w dłuższej robią więcej złego niż dobrego (powrót do pracy po roku nie jest taki prosty jak się to w opisach wydaje, a jak słyszę głosy matek, ze to będzie czas na dokształcenie, kursy i szkolenie podnoszące kwalifikacje zawodowe, to pojawia się w mojej głowie pytanie „Kto będzie wtedy siedział z tym dzieckiem?”) Czytaj dalej