Quo Vadis Reklamo

Ostatnio chyba klątwa reklamowa nade mną krąży, bo po moim tekście dotyczącym plakatów wyborczych (tak, jest to forma reklamy), napływają do mnie podobne rzeczy z każdej strony. Znajomi już nawet pytają się, jak ja to znajduję, jakim cudem trafiam na takie „rarytasy”. A prawda jest taka, że nie znajduje, one znajdują mnie. W dodatku czasem inni znajomi do mnie je przysyłają, bo wiedzą, że radość to wzbudzi we mnie ogromną i może będę jeszcze miała materiał do dalszej obróbki słownej, pobudzenie kreatywne gwarantowane, bo jak inaczej patrzeć na te dziwy, które na plakatach i zdjęciach sie pojawiają jak nie pod kątem analizy krytycznej? Czytaj dalej

Jeden dzień z reklamami

Dziwnie u mnie jest z telewizją, bo niby nie wyobrażam sobie bez niej życia, a z drugiej strony jakoś długi czas potrafię bez żadnego programu wytrzymać. Mój własny telewizor jest w pokoju mojego brata, w domu moich rodziców, ponad pół godziny drogi komunikacją miejską ode mnie. Ale w mieszkaniu, w którym mieszka, jest telewizor mojej babci. Z którego korzysta głównie ona i czasem moja córka, żeby pooglądać bajki.

Tak sie złożyło, że wczoraj miałam trochę wolnego i postanowiłam pooglądać telewizję, co po raz kolejny wywołało moje oburzenie i zaskoczenie. Nie chodziło o same programy – tu trafiłam bardzo dobrze, bo na samym początku włączyłam TVP Kultura, gdzie właśnie trwała dyskusją o Powstaniu Warszawskim odbywająca się z uwagi na obecny w kinach film „Miasto 44”. Było głównie o tym, ze powstanie staje się elementem popkultury, co nie jest właściwe. Ja pisałam już o tym, że zabawki-klocki związane z Powstaniem Warszawskim są koszmarem normalnego rodzica. A obecnym w tamtym moim tekście Libera stwierdził nawet, że „jedyną wartością kultywowania pamięci o powstaniu jest przestroga”. Bo to nie była zabawa, tylko walka, w której ginęli ludzie. Czytaj dalej

Reklama rodzinna

Różne reklamy dopadają mnie z telewizora, gdy już postanowię go włączyć. Przeważnie mam na to chwilę, gdy jem jakiś posiłek. Może to niezdrowe i niewłaściwe, ale lubię popatrzeć na kolorowe obrazki podczas jedzenia. Reklamy wtedy mnie nie rozpieszczają, bo wczoraj trafiłam na jakąś dziką serię reklam leków przeciwgrzybicznych, na których pożółkłe paznokcie u stóp i różne inne tego typu atrakcje prezentowane były szeroko i całe szczęście, że nie jestem obrzydliwa, bo chyba bym nie pojadła z apatytem. Jednak to nie te reklamy zainspirowały mnie do pochylenia się nad nimi, bo postanowiła uważniej przyjrzeć się nowemu zjawisku w świecie reklamy – reklamom rodzinnym. Czytaj dalej

Pewna firma, pewna czapka, pewne dno

Pewna firma (nie splamię się użyciem jej nazwy, nigdy tego nie zrobię, nie przyłożę nawet palca a nie tylko ręki do ich promocji, jak ktoś wie, to wie, a jak ktoś nie wie, to ode mnie się nie dowie) wyprodukowała sobie czapki. Zwykłe, bez polotu, bez inwencji. Takie, jakich tysiące w sprzedaży w całym kraju. Jedyną cechą odmienną była umieszczona wielkimi literami nazwa firmy na przedzie. Nic nadzwyczajnego, ale nazwa się kojarzyła, nazwa miała konotacje bardzo jednoznaczne. I firma ta w amoku jakimś poszła tym tropem ( a może od początku był taki zamysł i wszystko dążyło do tego, by sobie tania reklamę zrobić i wypromować się na czymś, na czym promować się nie wypada, bo jest to nieetyczne i zwyczajnie nieludzkie?). Spokojnie poczekałam, aż cała fala przepłynie przez kraj, aż emocje opadną, chociaż z myślą o napisaniu kilku słów noszę się od dawna, jakoś od grudnia chyba, gdy pierwszy raz trafiłam na te zdjęcia i pierwszy raz wyraziłam oburzenie. A po tym, co stało sie dalej, obiecałam sobie, że nazwy tej NIGDY nie użyję, żeby nie przyłożyć się do promowania firmy. Jednak czuję, że oburzenie wyrazić muszę, bo się uduszę. I niniejszym to czynię. Czytaj dalej

Gdy uderza woda sodowa

Gwiazdy są po to, żeby ładnie wyglądać, ładnie się uśmiechać, cieszyć oczy w wielu aspektach i w ogóle od  sprawiania, że ten świat jest ładniejszy. Tylko o ile w przypadku twarzy ładność można ograniczyć do wyglądu, to jednak w przypadku świata nie o sam wygląd chodzi. Jasne że miło, gdy piękna gwiazda uśmiecha się do dzieci w Afryce, ale o ile milej, gdy prócz uśmiechu wręcza im bułki, miski ryżu czy kubek z wodą. Bo przecież może, a jak coś zrobić można, to zrobić to należy, a nawet się powinno. Dlatego tak miło patrzy Siena gwiazdy, które oprócz swojego codziennego zarobkowania pieniędzy niemałych (filmy, płyty, reklamy…) oraz bywania w celu podtrzymywania tradycji celebryckich, potrafią także pojechać w jedno czy drugie miejsce, wspomóc finansowo tych, którzy nijak sobie finansowo i życiowo nie radzą, swój promienny uśmiech wykorzystać w czymś bardziej ambitnym niż film z dużą dawką efektów specjalnych. Różnie gwiazdy do tego podchodzą, ale szacunek zdobywają bardziej przez jakiś gest dla ludzkości niż doskonałą rolę filmową. Czytaj dalej