Teatralne cudzołóstwo

Jestem łasa na teatr. Apetyt mi w dodatku rośnie w miarę jedzenia i nie potrafię się powstrzymać przed kolejną porcją. Dlatego, gdy pojawił się w mojej skrzynce mail z Teatru ARLEKIN z zaproszeniem na wyjątkowe pokazy plastycznego thrillera erotycznego „Szóste cudzołóż”, to się nawet za szczególnie nie zastanawiałam, tylko od razu postanowiłam iść. I może poczułam trochę, ze to zdrada mojego ukochanego Teatru Studyjnego, cudzołóstwo takie. Ale chyba świat teatru mi taką zdradę wybaczy, a nade wszystko ja wybaczę ją sobie. Czytaj dalej

Reklamy

Noc Muzeów

Nie do końca przemawia do mnie idea Nocy Muzeów. Nie chodzi o to, że tego nie popieram, ale nie rozumiem. Co roku oglądam te niekończące sie kolejki do wejścia do chociażby MS2 w Łodzi, te tłumy przelewające się przez różne sale wystawowe i galerie. Nie wiem do końca jaki ma to sens, bo nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek był w stanie tam cokolwiek obaczyć, a już na pewno nie czegoś doświadczyć. Mnie nawet na wernisażach bardzo często wydaje się, że to nie jest właściwy sposób obcowania ze sztuką. A przynajmniej nie jest to sposób właściwy dla mnie. Nie ma dystansu, spokoju, wyciszenia i możliwości kontemplacji. Szczególnie w przypadku wystaw audiowizualnych czy z elementami filmowymi jest to da mnie nie do przeskoczenia.  Noc Muzeów to jeden wielki wernisaż, na którym ludzie przeciskają się, przemieszczają i właściwie mam wrażenie, ze chodzi tylko o zaliczenie jak największej ilości miejsc. A przyglądając się kolejkom dochodzę jeszcze do wniosku, że to nie jest pęd do sztuki, ale nade wszystko sentyment za dawnymi czasami kolejek. Czytaj dalej

Po co nam kultura?

Kultura i sztuka są nieodłącznymi elementami mojego życia. Bardzo ważnymi elementami i ciągle staram się podnieść ich znaczenie w społeczeństwie, bo ludzie zapominają, że to są rzeczy ważne i świadczące o tożsamości danego narodu, danej wspólnoty. Przestają cenić kulturę polską i polską literaturę w macdonaldyzowanym świecie. Większą wartość ma dla nich uniwersalny film akcji, które wszędzie budzi takie same, płytkie emocje, niż film polski, głęboko zakorzeniony w kulturze. Jako przykład tego, że nie warto chodzić na polskie filmy, podają te, które zostały stworzone na zasadzie kalki z zachodnim (jak „Kac Wawa”), ale nic więcej z polskiego repertuaru kinowego nie widzieli przez przynajmniej 5 lat. W tej perspektywie jestem dziwadłem, bo oglądam, jak tylko mogę. W dodatku czytam i ciągle zastanawiam się, za ilu statystycznych Polaków limit czytelniczy wyrabiam. W mojej torbie zawsze jest książka, bo w drodze do domu musze czytać. Inaczej mam poczucie marnowania czasu w tramwaju czy autobusie. Czytaj dalej

W tym szaleństwie jest metoda

„Męczeństwo i śmierć Jean Paul Marata przedstawiona przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade” – trudny tytuł, który trudno zapamiętać, ale jestem przekonana, że warto.
Tym bardziej po przeżyciu jakie zaoferowano mi w sobotę w Teatrze Studyjnym za sprawą studentów IV roku. Od tego momentu chodzę z tym tekstem w głowie i z obrazami aktorów przed oczami i trawię, trawię, trawię i myśli coraz to nowe z tego trawienia wypływają. Zderzenie de Sade’a z Maratem, rewolucji z kontrrewolucją, obłędu z psychozą, pragnienia ze spełnieniem. Wszystko na raz, wszystko razem. Bogactwo i przepych. Dwóch autorów – Peter Weiss, który całość napisał i de Sade, który w sztuce jest wewnętrznym autorem tworzącym dzieło pośród obłąkania. Trzech reżyserów – Rudolf Zioło, któremu udało się wypracować wspaniały model współpracy z młodymi aktorami, ale też de Sade, który ustawia aktorów na scenie oraz Wywoływacz (Michał Barczak nareszcie miał szanse pograć i wiele razy w tym przedstawieniu udowodnił, że potrafi), który jest niejako prawą ręką de Sade’a.

Na początku szaleństwo wydaje się okiełznane. Zarówno to, które potrafi wybuchać w sposób absolutnie widoczny jak w przypadku Jakuba Roux (Patryk Pietrzak nie miał tyle do pogrania co w „Poskromieniu Złośnicy”, więc chociaż to, co do grania miał trafiało w punkt, to jednak jest pewien niedosyt i nie robi takiego wrażenia jak w tamtym przypadku), jak i to, które jedynie maluje się na twarzy świadcząc o tym, że w głowie dzieje się zbyt wiele- jak u markiza de Sade. Jednak później szaleństwo przejmuje kontrolę nad przedstawieniem i nikt nie wie, co jeszcze może się wydarzyć, nikt nie panuje nad atakiem ekspresji, który może pojawić się w każdej chwili. To myśl towarzysząca mi przez cały spektakl. Czytaj dalej

Kobiety kobietom zgotowały ten los

Nie jest to recenzja. Nie jest to też coś najnowszego. Ale jest to tekst, który nie stracił na aktualności. Co mnie smuci. Jednak właśnie dlatego postanowiłam go powołać do życia raz jeszcze.

                                           *       *      *

Obejrzałam Plac Zbawiciela i we mnie zawrzało. Nie, to nie jest recenzja filmu, bo nie o to mi chodzi. Film był dla mnie tylko iskrą, która rozpaliła tysiące myśli przelatujący przez moją głowę. Zobaczyłam otaczającą mnie rzeczywistość taką, jaka jest. Chodzi mi o mężczyzn, którzy żyją w Polsce. Z góry przepraszam tych, którzy tacy nie są, bo wiem, że istnieją wyjątki. Niestety potwierdzają one tylko smutną regułę. Czytaj dalej

… z miłością będziemy pamiętać

Nie wszystkie śmierci wielkich tego świata poruszają mnie jednako. Czasem przyjmuje do wiadomości, ze ktoś umarł i nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Żal jest człowieka, ale nie konkretnie tego, tylko tak zwyczajnie jak każdego. Innym razem trochę mi przykro, że ktoś umarł i już więcej nie będzie tworzyć, bo dobre rzeczy dzięki niemu przychodziły na świat. Są też sytuacje takie jak dzisiejsza, że nagle robi mi się tak ogromnie źle, że kogoś już nie ma, że już więcej wzruszeń, poruszeń nie wywoła, emocji nie będzie szarpał.

Umarł Wojciech Kilar … odszedł jeden z tych, którzy potrafili nutami poruszyć do głębi… tyle razy wywołał moje łzy samymi tylko dźwiękami. Piszę TYLKO, a powinnam napisać AŻ, bo Kilar potrafił z dźwięków stworzyć inne światy, w które wchodziło się bez zadawania pytań. Często wydawało mi się, że filmy bez jego muzyki wiele by utraciły. Ta muzyka bez tych filmów nie traciła niczego i działała tak samo intensywnie. To wielki dar. Czytaj dalej

Bywalcy

Ludzie ci budzą we mnie różne uczucia. Najczęściej jest to jednak wstyd. Nie jest on niczym uzasadniony, bo ani za nich nie odpowiadam, a nie mam z nimi żadnych związków, ani nie ma potrzeby, żebym cokolwiek w ich imieniu odczuwała. A jednak za nich się wstydzę. Tak po ludzku i całkiem bez własnej woli. Mam wrażenie, że skoro oni nie odczuwają z powodu swojego zachowania żadnego zażenowanie, to ktoś chyba powinien. Jakoś czasem tak sie składa, że jestem to ja.

Myśl, żeby o nich napisać, pojawiała sie już wielokrotnie. Ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Bo niby po co?  Dlaczego miałabym o nich pisać? Dlatego, że niemal codziennie doświadczam wstydu spowodowanego ich zachowaniem? Że przez lata wryli mi się w pamięć i potrafię dokładnie określić, kto należy do grupy zwanej Bywalcami?  Niemal bezbłędnie potrafię powiedzieć, kto i jak się zachowa? Czytaj dalej