Tyko w Polsce jest Polska

Tytuł wpisu zaczerpnęła ze sztuki Masłowskiej, a dokładniej z mojego ulubionego monologu tej sztuki, który właściwie znam na pamięć. Bo to właśnie w „Między nami dobrze jest” znajduje się najciekawsze i najprostsza krytyka naszego kraju:

„Każdy wie, że Polska głupi kraj, biedny i brzydki. Architektura brzydka, pogoda ciemna, temperatura zimna, nawet zwierzęta uciekły i schowały się w lasach. W telewizji złe programy, dowcipy niedowcipne, prezydent wygląda jak kartofel, a premier jak kabaczek. Premier wygląda jak kabaczek, a prezydent jak premier. We Francji jest Francja, w Ameryce Ameryka, w Niemczech są Niemcy i nawet w Czechach są Czechy, a tylko w Polsce jest Polska”. Czytaj dalej

Kobieta, której na imię namiętność. Kobieta, której na imię władza.

„Maria Stuart” była ostatnim spektaklem granym w ramach Festiwalu Szkół Teatralnych w tym roku. A mnie było totalnie wstyd, ze wcześniej tego nie widziałam. Słyszałam wiele dobrego, kilka osób mnie zachęcało, ale mnie się jakoś nie złożyło. Tak wstyd wielki. I właściwie na ostatniej prostej, gdy już byłam pod teatrem dowiedziałam się, że może mnie to ominąć. Liczba chętnych bowiem przekraczała możliwości małej Sali Teatru Studyjnego, na której ten spektakl grano już przy pierwszym pokazie i wszystko wskazywało na to, ze przy drugim będzie podobnie. Jednak dzięki dobrym, życzliwym ludziom udało mi się trafić na salę. Na całe szczęście. Bo bez tego moja obecność na całym festiwalu byłaby zupełnie niepełna. Czytaj dalej

Tylko tyle i aż tyle – DOGVILLE

Na „Dogville” szłam z mieszanymi uczuciami. Po pierwsze sztuka według von Triera była jedyną w historii moich pobytów w teatrze, z której wyszłam. Dwa lata temu na Festiwalu Szkół Teatralnych po antrakcie nie wróciłam na „Królestwo”. No nie dałam rady tego znieść i właściwie nie wiedziałam w imię czego miałabym to robić. A z drugiej strony von Trier mnie intryguje i pociąga, a Dogville zwyczajnie lubię, chociaż w przypadku tej historii mówienie o lubieniu jest chyba dość kontrowersyjne. W każdym razie postanowiłam sztuce według tekstu von Triera dać szanse. I nie żałuję. Czytaj dalej

Warszawa jednego aktora

Często w trakcie trwania Festiwalu Szkół Teatralnych mam taką myśl, żeby rzucić prace – obie, żeby porzucić własne dziecko i zamieszkać w teatrze. Tylko w ten sposób mogłaby obejrzeć absolutnie wszystko i mieć pełen ogląd tego, jak wyglądają poczynania aktorskie poszczególnych szkół. Niestety dziecka porzucić się nie da i przecież w głębi duszy tego nie chcę. Z porzuceniem tych prac też nie jest tak łatwo, bo festiwalowy tydzień się skończy, a rachunki nie przestaną przychodzić. Dlatego analizuje program festiwalowy i staram się znaleźć takie spektakle, które będę mogła obejrzeć bez wyrzutów sumienia. Staram się każdej z czterech szkół dać szansę i w ten oto sposób w tym roku wytypowałam dwa spektakle Akademii Teatralnej w Warszawie. Czytaj dalej

ORLANDO – Natychmiast położyć temu kres

W filmie najważniejsze są pierwsze trzy minuty. To one są znaczące, rzutujące i wyrabiające opinię o całości dzieła. Nauczył mnie tego w sposób bardzo twórczy pewien wykładowca na studiach, który do znudzenia przewijał film do początku po wejściu każdego spóźnionego na projekcję studenta, by nikt tych pierwszych trzech minut nie przegapił. W spektaklu teatralnym jest chyba podobnie. To, jak się ów spektakl zaczyna, wyznacza stylistykę całości i potem może być już tylko BARDZIEJ ale zdecydowanie nie INACZEJ. Czytaj dalej

Teatralne cudzołóstwo

Jestem łasa na teatr. Apetyt mi w dodatku rośnie w miarę jedzenia i nie potrafię się powstrzymać przed kolejną porcją. Dlatego, gdy pojawił się w mojej skrzynce mail z Teatru ARLEKIN z zaproszeniem na wyjątkowe pokazy plastycznego thrillera erotycznego „Szóste cudzołóż”, to się nawet za szczególnie nie zastanawiałam, tylko od razu postanowiłam iść. I może poczułam trochę, ze to zdrada mojego ukochanego Teatru Studyjnego, cudzołóstwo takie. Ale chyba świat teatru mi taką zdradę wybaczy, a nade wszystko ja wybaczę ją sobie. Czytaj dalej

LALECZKA nie do zabawy

Absolutnie za każdym razem, gdy mam iść do teatru po jakiejś przerwie – i nieważne czy przerwa ta trwa rok, dwa lata czy 3 miesiące – mam te same obawy. Obawiam się, że środki teatralne od ostatniego razu zmieniły się tak diametralnie, że nie będę nadążać i niczego z danej sztuki nie zrozumiem. Podobne odczucia towarzyszyły mi przed pójściem na „Laleczkę” do Teatru Studyjnego. Ta sztuka Tennessee Williamsa została wyreżyserowana przez Jacka Poniedziałka i przez niego również przetłumaczona. A znając dorobek tego aktora i reżysera miałam obawy podwójne. Na szczęście – niesłusznie. Czytaj dalej