Pieskie życie

Godzina 7 rano. Budzik nastawiony mam na 8, ale nie śpię, bo szczeka pies. Pies nie jest mój, nie wiem skąd dochodzi jego szczekanie, ale niesie się po ścianie i drażni sen. Dlatego nie śpię. Czekam, że umilknie, że jeszcze chwilę pośpię. Pies szczeka nieprzerwanie do godziny 7:40. Nie pośpię już, nie mam szans, wstaję i idę zrobić sobie kawę.

Czy jestem zła? Oczywiście. Ale w najmniejszym stopniu nie jestem zła na tego psa. Jestem wściekła na jego właścicieli, którzy nie mają tyle rozumu, by na tyle dobrze zająć się psem, by nie szczekał. Możliwe, że pies chciał wyjść na spacer, potrzebował opróżnić pęcherz. Jednak nikt z ludzi za niego odpowiedzialnych nie znalazł w sobie dość siły, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom zwierzęcia. Czytaj dalej

Rzecz o tym, jak pojechałam do Warszawy, by iść z cudzym kotem do weterynarza

Wszyscy wiedzą, że byłam w Warszawie. Rozpowiadam  na prawo i lewo, jakbym się tym chwaliła czy szczyciła, jakby była to wyprawa co najmniej do Paryża, a może i do Nowego Jorku. Ale w moich warunkach życiowych każdy wyjazd to jest niezwykły wysiłek logistyczny, więc zarówno przed nim jak i po nim przeżywam okrutni wszystko. Najpierw czy mi się uda, a potem, że się jednak udało, chociaż mogło nie …

Tym razem wizyta w Warszawie to była komedia pomyłek, gagów, przeoczeń, przypomnień i wszystkiego tego, czego absolutnie po tym miejscu spodziewać się nie mogłam, a nawet nie powinnam. Nic tego nie zapowiadało, wszystko szło bez problemów i chociaż nie znoszę się pakować, to spakowałam się na dwa dni unikając zabierania rzeczy zupełnie niepotrzebnych (poza czapką) i zapominając o rzeczach bardzo ważnych (poza pędzlem do  różu… ale różu też nie zabrałam, chociaż brak pędzla zdziwił mnie bardziej niż brak samego różu). Czytaj dalej

Zezwierzęcenie

Nie wiem jak to było w dzieciństwie. Zwyczajnie nie pamiętam. Widocznie wyprawy do ZOO nie robiły na mnie takiego wrażenia, jak inne atrakcje, które fundowano mi w tamtym czasie. Przedstawienia teatralne zarówno na mniejszych jak i większych scenach pamiętam przynajmniej we fragmentach, Podobnie rzecz się ma z wyprawami do kina i tym, co w tym przybytku widziałam.  Jakoś ZOO zupełnie nie zapisało się w mojej pamięci.

Im bardziej dorastałam, tym bardziej było dla mnie oczywiste, że ZOO mnie nie interesuje. Nie widziałam najmniejszej potrzeby oglądania pozamykanych zwierząt i coraz słabiej przemawiały do mnie argumenty dotyczące tego, ze należy w takich miejscach trzymać gatunki zagrożone, by wspomóc ich rozmnażanie. Bo niby dzięki komu one są zagrożone? Nie przez człowieka? I jak ma mnie przekonać to, że w zamknięciu, bez naturalnego środowiska i bez przyrodzonych sobie zachowań zwierzęta będą sie rozmnażać łatwiej i chętniej niż na wolności? Czytaj dalej

Schabowy z soi i wegańska wołowina

Nie tylko nie mam  problemu z weganami i wegetarianami, ale nawet trochę ich podziwiam, pod warunkiem, że cały ich światopogląd związany z niejedzeniem mięsa i innych produktów odzwierzęcych jest spójny. Bywa też kaprysem, chwilowym wymysłem i wtedy są dla mnie śmieszni. Ja naprawdę doceniam to, ze ktoś może z miłości do zwierząt nie jeść mięsa, nie pić mleka i zrezygnować z miodu, ale w swoim poczuciu jedności myśli i działań uznaję, że powinno to być postawą całościową. Totalnie głupie wydaje mi się niejedzenie mięsa i głoszenie poglądów uświadomionego wegetarianina przez kogoś, kto paraduje w skórzanych butach i ze skórzanym paskiem. Wtedy zawsze mam przed oczami wizję z „Tańczącego z wilkami”, gdzie leżą poobdzierane ze skóry bawoły. Bo to trochę tak dla mnie wygląda – bierze ze zwierzęcia skórę na ubranie, ale mięso porzuca, bo nie pasuje ono do jego przekonań? To już ja jestem jednostką bardziej odpowiedzialną, bo wykorzystuje z tego bawoła wszystko, co jest mi dostępne i jego śmierć nie idzie na marne. Czytaj dalej