Matematyki nie oszukasz

Kiedyś mówiło się, że papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko. Każdą rzecz można zapisać i kartka nie powie, że piszemy głupoty. Sami musimy o tym wiedzieć. Ewentualnie powie nam o tym pierwszy czytelnik.
Jednak zapisana czy zadrukowana kartka nie ma takiego zakresu działania jak Internet. A ponadto dzięki temu medium można ze swoimi głupotami dotrzeć do tak wielu osób, ze na pewno znajdzie się czytelników, którzy nie powiedzą, ze piszemy głupoty, tylko przyjmą je za pewnik. Czytaj dalej

Reklamy

Odrobina Augustowa dla Łodzi

Mam takie marzenie po ostatnim tygodniu mojego życia i wyprawy wakacyjnej, że chciałabym trochę… chociaż odrobinę Augustowa przetransportować do Łodzi. Ja nie mówię, że od razu wszystko, ale może chociaż podejście do tego, jak powinna wyglądać przestrzeń miejska ze szczególnym uwzględnieniem tej w centrum.
W Łodzi bowiem podstawą wszystkiego jest stwierdzenie „Nie da się”, a potem robi się wszystko, żeby się okazało, że tak jest. Nie da się stworzyć nowoczesnego , funkcjonalnego miasta bez wylania wszystkiego betonem i wybudowania miliona autostrad przez środek, zmuszając pieszych do przemykania bokami, wtargiwania na jezdnię w celu przejścia na drugą stronę, czekania godzinami na zielone światło, które może kiedyś ewentualnie zapali się po miriadowym naciśnięciu przycisku ( z założeniem, że jeszcze się nie popsuł). Czytaj dalej

MUNDIAL – zawody w leżeniu

Kiedyś nawet oglądałam piłkę nożną. Nie żeby to był mój ukochany sport i rozrywka, bez której nie mogę żyć. Ale jak były jakieś mistrzostwa to lubiłam zobaczyć, w którym kraju na jakim poziomie są zawodnicy, jak ta dyscyplina się zmienia i czasem nawet udawało mi się typować, kto gra lepiej. Potem zaczęło mi przeszkadzać to, że piłka nożna z dyscypliny sportowej zamienia się w kabaret, komedię i w ogóle coś, co więcej wspólnego ma z aktorstwem niż ze sportem. Coraz mniej było rywalizacji, biegania i kopania, a coraz więcej łapania się za różne części ciała (nie , nie chodzi mi o mur z piłkarzami ochraniającymi to co maja w sobie najcenniejszego i nie są to głowy) i odgrywania skeczu pod tytułem „Jak mogłeś obok mnie przebiec prawie mnie zabijając???”. Czytaj dalej

X KONGRES KOBIET – uwagi i przemyślenia

Kongres Kobiet to nie jest coś, w co wchodzę bez pytań, mam pełne zaufanie i cieszę się niezmiernie, że ktoś mnie zaprasza. Duża doża dystansu towarzyszy mi zawsze, gdy pojawia się w dyskusji KK (tak, Kongres Kobiet a nie Kościół Katolicki tym razem) i 5 razy zapytam, 10 razy sprawdzę, zanim raz przytaknę.
Fakt, ze X KK odbywał się w Łodzi i łódzkie środowiska kobiece zostały zaproszone do jego współtworzenie nie wywołał szybszego bicia mojego serca i drżenia głosu. Zostałam zaproszona na burzę mózgów, na której miałyśmy podjąć decyzję czy i jak chcemy w tym uczestniczyć. Decyzje wcale niełatwą i nieoczywistą. Bo jasne, ze KK to w dużej mierze wydarzenie organizowane przez ustosunkowane, dość zamożne lub bardzo zamożne kobiety dla podobnych im. Ale trzeba było się zastanowić ,czy damy radę wyrwać miejsce na mniej ustosunkowanych albo nieustosunkowanych wcale i raczej niezamożnych kobiet, bo życie z miesiąca na miesiąc z żadną zamożnością nijak nie może się wiązać.
Czytaj dalej

PIRANIOKONDA

Nie wiem czy ktokolwiek pamięta jeszcze mój totalny zachwyt filmem klasy Z –„Super rekiny kontra więźniarki”. Było to moje absolutne odkrycie i po projekcji tego arcydzieła przeanalizowałam nawet cała działalność reżysera i zweryfikowałam różne tropy jakie pojawiły się w mojej głowie (jakże słusznie). Wtedy też sumiennie przyrzekłam, że jeśli tyki los mi pozwoli, to obejrzę inne filmy tego reżysera i na prowadzenie w tej kategorii (sądząc w ogóle z tytułów i rezygnując z tej ich połowy, która jednak do drugiego nurtu jego twórczości należała) wyszła „Piraniokonda”. Dzieło pierwotne do tego z rekinami, bo starsze o cale trzy lata doświadczeń i eksperymentów reżysera.
A pojawiło się w telewizji właśnie dziś. Oczywistym jest, że zasiadłam przed telewizorem i zaczęłam doświadczać kinematografii. Czytaj dalej

Dotykam Teatru

Moje ostatnie wizyty w teatrze nie napawały optymizmem. Wychodziłam z teatru zdezorientowana, z poczuciem wielkiego braku zrozumienia dla sztuki, a raz nawet stwierdziłam ,  że „teatr na mnie zwymiotował” i ten niesmak utrzymywał się przez jakiś czas.
Ale dostałam osobiste zaproszenie na jedno z wydarzeń ramach akcji DOTKNIJ TEATRU i zaryzykowałam. Czytaj dalej

Jaki był ten rok?

Jaki był ten rok?
Bo wiecie, teraz jest taki moment na podsumowania, na rachunek sumienia, na bilans zysków i strat. NA te wszystkie niepotrzebne rzeczy, które niczego nie zmieniają, nie wnoszą, nie naprawiają, ale też nie psuja, które jednak robimy, bo rok się kończy. Oczywiście ten przeskok z ostatniego dnia grudnia na pierwszy dzień stycznia nie jest jakiś drastyczny, nie wybuchają kłótnie, nie pojawiają się rozwody. Czasem pojawiają się dzieci, ale to nie dlatego, że nikt się ich jeszcze w grudniu nie spodziewał, tyko jakoś tak poród przyspiesza zabawa sylwestrowa.
Nie ma końca świata (życia) o północy i nie ma nowego życia minutę po niej. Jest jak było.
Czytaj dalej