Taki teatr we mnie śpiewa

„Co gryzie Gilberta Grape’a” to spektakl studentów Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie , którego trochę się obawiałam . Znam film i go lubię. A ze spektaklami powiązanymi tak ze światem filmów mam bardzo różnie i czasem zachwycają, a czasem wręcz przeciwnie (z jednego wyszłam, bo nie dałam rady po drugim antrakcie wrócić i męczyć się dalej). Na szczęście bardzo szybko przekonałam się, że tym razem na pewno nie wyjdę, zostanę do samego końca i to z ogromną przyjemnością. I to było oczywiste od pierwszych do ostatnich minut. Czytaj dalej

Reklamy

Warszawski trend mitologiczny

Festiwal Szkół Teatralnych – tym razem już 37.- to zawsze okazja do tego, żeby zobaczyć co w młodym aktorstwie się dzieje. Wielkie to szczęście, że ma on miejsce w Łodzi i nie muszę jeździć po całym kraju, bo z Krakowa, Warszawy, Wrocławia i w tym roku z Białegostoku, przyjeżdżają do mnie.
Przez co mam cały tydzień spotkań teatralnych na bardzo różnym poziomie.
W tym roku odpuściłam sobie spektakle łódzkie, bo widziałam wszystkie trzy wcześniej w Teatrze Studyjnym i chociaż nie wszystkie opisałam (jedynie „Pomysłowe mebelki z gąbki”), to po nich byłam pełna nadziei i oczekiwań wobec całości festiwalu. Czytaj dalej

TROCHĘ KOSMOS. Borys Makary – 2460376

Zazwyczaj tego nie robię i jest milion powodów, dlaczego. Przede wszystkim mnogość tego typu doświadczeń kazałaby mi nie robić nic innego, niż siedzieć i je opisywać. Zazwyczaj nie piszę nic o wystawach, na których bywam, bo bywam na nich regularnie. Ale tym razem zwyczajnie muszę, bo ta wystawa najwyraźniej była dla mnie wyjątkowa. Tak bardzo, że chociaż zetknęłam się z nią w piątek, to do dzisiaj o niej myślę i pojawiają się w mojej głowie różne przemyślenia z nią związane. Czytaj dalej

Druga żółta kartka

Na różnych etapach życia wierzymy, że jesteśmy nieśmiertelni. Nasze organizmy są wszechmocne i niezniszczalne.
W młodości, jako ludzie z wiekiem zakończonym cudownym „naście”, uznajemy to za oczywistość. Nie po to przyszliśmy na świat, by szybko z niego zejść. Robimy głupoty, rzeczy totalnie nieodpowiedzialne i przeżywamy (niektórzy nie, ale to zupełne inna historia). Potem płyniemy na tej fali wznoszące i gdy przekraczamy 30, 40 a może 50 lat, to jest jeszcze lepiej albo gorzej – zależy, z której strony patrzymy. Bo skoro tak długo nam się udaje, to czemu akurat teraz miałoby przestać? Wszechmocni i wszechwładni żyjemy pełnią życia, bierzemy na siebie coraz więcej i więcej. A potem nagle…
Czytaj dalej

DRODZY NAUCZYCIELE

DRODZY NAUCZYCIELE

Rozumiem Wasze frustracje i popieram Waszą walkę o lepszy byt nauczycielski a także lepszą szkołę. Chciałabym współpracować z Wami w tej walce, wspierać Was i jednoczyć się, ale sposób, w jaki to przeprowadzacie nie pozwala mi na to. Poza tym jestem przekonana, że to nie jest właściwa droga, bo wiele jest na niej dziur i o ile ludzie jak ja nawet po tak przeprowadzonym proteście nadal są po Waszej stronie, to rozumiem również frustracje rodziców, którym do wsparcia Was coraz dalej. Czytaj dalej

MIEJSKA RADA BEZPIECZEŃSTWA RUCHU DROGOWEGO

Czasem mam taki okres w życiu, że nie opieram się na samej intuicji, ale postanawiam sprawdzić organoleptycznie daną rzecz, zweryfikować, szukać u źródła… Tak jest z moim głębokim przekonaniem, ze władze miasta jakoś tam lekceważą mieszkańców Łodzi. Mają oni bowiem przekonanie, że są ekspertami we wszystkich dziedzinach i żaden tam mieszkaniec nie będzie im mówił, co jest dla niego lepsze, w jaki sposób powinno funkcjonować miasto, a jak się mieszkańcom nie podoba, to trudno. Zawsze mogą wyjechać (co też najwyraźniej czynią jak spojrzymy na fakt, że w mieście nas coraz mniej)
W ramach tej weryfikacji byłam na pierwszej sesji nowej Rady Miasta. Nie podobało mi się, bo poziom dyskusji.. czy też pyskówki przypominał przedszkole lub piaskownice i miałam nieodparte wrażenie, że jakby dyskutantom wręczono łopatki, to śmiało trzepaliby się nimi po głowach.
Ale jeszcze ciekawszym doświadczeniem był udział w spotkaniu Miejskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Czytaj dalej

Pomysłowe mebelki z gąbki – teatralna huśtawka emocji

Miałam coraz większy problem z teatrem w ogóle. Coraz więcej rzeczy mi w teatrze przeszkadzało i nie było mi z tym dobrze, bo teatr lubię. Przeszkadzały mi niewspółmierne do treści chwyty, przeszkadzała mi nagość, która pojawiała się bez żadnego uzasadnienia dramaturgicznego. Jakby twórcy teatralni uparli się, żeby szokować i wybijać z rytmu widzów bez większej idei poza taką powierzchowną. A już szczytem była dla mnie „Operetka” Gombrowicza, po której poczułam się jakby teatr na mnie zwymiotował i uznałam, że to zbyt wiele. W jakiś tam metaforyczny sposób obraziłam się na teatr i przestało mi z nim być po drodze. Z czego ani nie byłam dumna ani zadowolona.
Dlatego z wielką ulgą przyjęłam fakt, że mogę się z teatrem pogodzić. A to przez próbę prasową „Pomysłowych mebelków z gąbki” w reżyserii Mariusza Grzegorzka w Teatrze Studyjnym, po której uznałam, ze tak, chcę zobaczyć cały spektakl i intuicyjnie czuję, że mnie nie skrzywdzi, a wręcz przeciwnie. Czytaj dalej